Caveman
Atak
W głównym centrum dowodzenia generał nerwowo chodził po pokoju. Spojrzał na ekran,
na którym wyświetlony był zegar i rzekł:
- Panowie, za 20 sekund godzina zero zero. Zaraz rozpoczynamy odliczanie... Dziesięć,
dziewięć, osiem,...
Na ekranie widać było pierwszą eksplozję. Generał spojrzał zdziwiony, ale jeden z
pułkowników szybko go uspokoił:
- To nie nasi.
Generał odetchnął lekko i kontynuował odliczanie:
- Sześć, pięć, cztery...
Ekrany zaroiły się od eksplozji. W huku rozlegającym się z głośników ledwo słychać
było głos generała:
- Trzy, dwa, jeden...
Na ekranach nie było już prawie miejsca na nowe eksplozje. Słychać było huk nawet po
wyłączeniu głośników, przez grube mury centrum dowodzenia.
- ZERO!!!
Tysiące rakiet pomknęły niezauważalnie w kierunku wszystkich ważniejszych celów
strategicznych wroga. Było pewne, że zanim wróg je spostrzeże, będzie za późno. Ekrany
wciąż świeciły od eksplozji. Wtedy jeden z pułkowników rzekł do generała:
- Wydaje się, że Pański plan przebiegł nad wyraz pomyślnie. Wróg nie ma szans zniszczyć
nawet dziesiątej części tych rakiet. To był genialny pomysł dokonać ataku rakietowego o
północy w Sylwestra.
Generał uśmiechnął się i rzekł:
- To się nazywa atak z zaskoczenia. A najlepsze jest to, że nie mogą nas oskarżyć o
atak bez ostrzeżenia, bo wypowiedzieliśmy im wojnę już równe osiem miesięcy temu. -
tu popatrzył na ekrany, na których wśród eksplozji ogni sztucznych ledwo można było
zauważyć smugi rakiet lecących na wroga i dodał cicho:
- Tak to się kończy, gdy wierzy się, że wszystko to, co usłyszy się pierwszego kwietnia
to dowcip primaaprilisowy.
[26.X.1997]
Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a