Caveman

Epitafia


Poniższy cykl Epitafiów obrazuje (lub raczej - obrazować będzie) moje spojrzenie na siebie samego, wciąż zmieniające się, ewoluujące, a czasem ulegające rewolucyjnym zmianom, w postaci pieśni żałobnych (lub niekoiecznie) obrazujących moje podejście do śmierci.

(na melodię i głosem Kaczmarskiego)

A gdyby coś się stało
I miałbym umrzeć dzisiaj
Co o mnie by zostało
W annałach i opisach?

Lat mając ponad dwadzieścia,
za sobą ćwierć już życia
Czy w chwili mego zejścia
Będzie o czym napisać?

Bo cóż zostawiam za sobą -
Tych wierszy marnych parę,
Opowiadań dla mało kogo -
Niewielkim są one darem

I tych pomysłów, co wymyślonych
Jest przecież niemal kilkaset,
Lecz wciąż, wciąż niedokończonych
Nie wystarczyło czasu

Przyjaciół małe grono,
Kolegów nieco więcej,
Jak tu łzy nie uronić,
Czasu już z nimi nie spędzę.

(tempo spowalnia...)

Kobiet, które na tym świecie
Kochałem, kocham i będę,
Dzięki nim wiem, jak wy wiecie,
Że odejść stąd byłoby błędem.

One są dla mnie prawdziwą nadzieją
Spełniły me marzenia z nawiązką
I jeśli jacyś bogowie istnieją
To dzięki Jej za te związki!

(melodia przyspiesza)

Marzenie niespełnione,
Snów pięknych kilkanaście,
I gdyby dziś był mój koniec
To by zostało właśnie!!!
                                             [13.11.0]


A gdybym, jak to się zdarza,
zginąć miał gdzieś pod gruzami,
cóż możnaby było prawić,
nad mymi w trumnie zwłokami?

Wieku ćwierć mając za sobą
(jakże to szybko zleciało!),
ciągle się ucząc i ucząc,
umiejąc ciągle tak mało,

jak byłem ten czas spędziłem?
Czy słusznie, lub choć zbawiennie?
Czy też nijak, toczon nudą
przelewał się czas przeze mnie?

Czegóż dokonać mnie się udało,
cóż na tym świecie bym pozostawił?
Wierszy, prozy kawałków za mało,
komediodramat, który nie bawił,

jakieś eseje pseudonaukowe,
jakieś kawałki nieposkładane,
nie mogę nawet rzec, by mą głowę
pomysły naszły skomplikowane.

Więc z przeciętności się nie wybiłem,
mimo mych chęci liczby tak sporej,
brakło ambicji, a może byłem
nieutalentowanym autorem?

Wciąż zbyt leniwy, choć wciąż toczony,
gryziony od wewnątrz Grummetgeistem,
choć bardzo chciałem - wciąż niezmieniony
nie kończyłem z kolejnym Stuck-meistrem.

Więc żyłem przeciętnie, nie wadząc nikomu,
poza przyjaciół mych grupą nie zbyt wielką,
kobietom kochanym - wprost, lub po kryjomu -
i znajomymi, rozmową nad butelką.

A tak przecież chciałem wybić się, zabłysnąć,
tak chciałem przed tą śmiercią dokonać dzieła,
lecz nim zdążyłem nagrodę w ręku ścisnąć,
już mnie ta brązowa ziemia od was wzięła.
                                             [13.10.1]


Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a