Renga (pieśń wiązana)
'Chciałbym móc spędzić
jeden dzień o niczym nie
myśląc' - rzekł, po czym
wykonał to poddając
się lobotomii frontalnej.
* * *
Choć mróz już zelżał
ja nadal siedzę w barze
ciągle samotny.
* * *
Za oknem wiosna
a w moim sercu jednak
trwa ciągle jesień.
Zima, rok zero -
Nieprzejęte tym ptaki
Wciąż się unoszą.
Wszystko już było
Ciekawy jestem czy to
Haiku już też.
Opadły dziś śnieg
Topniejąc ciągle znika
Moje ja także.
Niczym żołnierze
Wyprostowane dumnie
Rosną żonkile.
Pełnia księżyca
Pełen życia radosnym
Początek wiosny.
Renga (Tam gdzie umierają łabędzie)
Wiosennym dniem żyć
Zapragnąłem łabędzia
Życiem spokojnym
Zakończywszy je tam, gdzie
umierają łabędzie.
Wiosenne słońce
Ogrzewa zeschnięty liść -
znak po jesieni.
"Wiosna - haiku"
Wiosną pieści mnie
zielony robaczek na
mej prawej ręce.
"Zimą wieczorem"
Zimą wieczorem
w cichym barze przy piwie
palę mą fajkę.
Wdech i znów wydech -
- za każdym kłęby dymu -
- za oknami mróz.
Piwo się kończy,
odchodzi w niebyt nocy,
to haiku także.
Próżne marzenie
wśród dojrzałych orzechów
serce usycha.
Na cudze szczęście
chłodny jak piwo w ręce
z dystansem patrzę.
Na zewnątrz mego serca
rozpoczyna się wiosna.
Zły humor wraca,
Chęć skończenia z tym życiem
Z rocznicą śmierci.
Parna noc w lecie
lampa pulsuje światłem,
a mnie but gniecie.
Zima. Znów w barze
Topię swe smutki, które
Umieją pływać.
Co nie powstrzymuje mnie
Przed dalszym piciem piwa.
Przy świeczce w barze,
Pijąc, czekam na wiosnę
Wchodzącą drzwiami.
Oto irysy -
Pamięć dawnych miłości
Wciąż we mnie żyje.
Czas ciągle płynie,
Życie się kończy niczym
Butelka piwa.
Śniegi topnieją,
brudy wychodzą na wierzch
tu, w moim sercu.
Mróz zmraża mewy.
Nadmorski bar, żeglarze.
Przy nich jam niczym.
Niczym ten pieniek
w kominku w zimową noc
ciągle się spalam.
Jest taka zima,
że aż piękne kobiety
zerkają na mnie.
Wiatr ciepły smaga mnie.
Wiosna wreszcie nadchodzi.
Czy może wciąż nie?
Jak śnieg za oknem,
jak piana w kuflu piwa,
frustracja znika
Pierwszy łyk piwa,
pierwsze oddechy wiosny,
czas się zakochać.
Wieczorny spacer
Myśli me rozbiegane
Wąchają kwiaty
[inspiowane Konradem T. Lewandowskim]
Wszystko się zmienia
Owoce dojrzewają
I ja wraz z nimi
Całą letnią noc
Oddzielam ziarna od plew
Bajkowe życie
"Autokrytyka"
Siedem, pięć, siedem.
Tyle tylko tych sylab
mogę tu spieprzyć.
Z pustki powstał pąk,
z pąk kwiat, z kwiata owoc.
Nadszedł czas zmiany.
Wiosną powstał pąk
Latem kwiat, jesienią owoc
Nadchodzi zmiana
Wiosną zrodzny pąk
Latem przekształcił się w kwiat
Jesienią zrodzi owoc
Wiosna rodzi pąk
Lato przemienia go w kwiat
Jesień da owoc
Najkrótsze noce...
Tak, to by tłumaczyło
mą ciągłą senność.
Otoczeniem ludzi
Nasycony odżywam
Mój cynizm także
Czy masz deja vu?
Odrzekł - Nie skądże, a Ty?
Nie skądże, a Ty?
Zielone pola
Tłumy dorosłych chłopców
Odwieczna wojna
Przepiękna kobieta
Wzrok zwrócony na palce
Kolejny zawód
Dawniejsza pasja
Obecnym obowiązkiem
Smutna przemiana
W barze pod słońcem
z widokiem na katedrę
spożywam piwo
Gorące lato
wiara ludzi w kościele
a piwo zimne
Znowu wakacje
Znów czas odpoczynku od
Samego siebie
Pośrodku lata
zamiast cieszyć się życiem
żyję jesienią
Rozkwita upał
i kobiety na plaży
i znów rok mija
Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a