Caveman
Hazardzista
Dostał w rozdaniu trzy damy. O mało co nie zdradził się z tym, w ostatniej chwili
przypominając sobie, ze gra o wysoką stawkę. Przegrał tego wieczora ostatnie kilka
tysięcy, teraz miał szansę się odegrać. Podniósł stawkę o kolejny tysiąc. Przeciwnicy
uśmiechnęli się lekko, znając jego nałóg, ale dołożyli do puli. Wymienił dwie blotki.
Dostał asa i czwartą damę. Lepiej się już kontrolując, chciał znów podwyższyć stawkę.
Było tylko jedno 'ale'. Nie miał już pieniędzy. Poszedł więc na całość. Dołożył do puli
swój samochód. Dwóch przeciwników spasowało, lecz trzeci podjął wyzwanie. Dołożył do
puli 20 tysięcy, bo na tyle wyceniono samochód i podwyższył stawkę o drugie tyle. Jan
nie miał wyboru. Musiał dołożyć do puli mieszkanie, by nie odpaść z rozgrywki z powodu
głupiego braku pieniędzy. Normalnie zastanowiłby się nad takim posunięciem, ale teraz
świadomość łatwej wygranej spowodowała, że szybko dołożył do puli i sprawdził
przeciwnika.
...Jan wyszedł z kasyna wprost w zimny styczniowy poranek. Wciąż nie mógł uwierzyć, ze
przegrał. 'To niemożliwe' - wciąż sobie powtarzał - 'żeby on miał karetę króli. To,
kurwa mać, jest niemożliwe!'. Nawet nie zapiął płaszcza. Był zbyt oszołomiony.
Odruchowo udał się w stronę domu, przypominając sobie, że musi wziąć stamtąd swoje
rzeczy do wieczora. Po kilkunastu minutach marszu, omal nie wpadając kilkukrotnie pod
samochód, doszedł wreszcie do domu. Wszedł do mieszkania i usiadł na łóżku. Nie było
zresztą innego miejsca do siedzenia. Krzesła, tak samo jak stół, telewizor i radio
sprzedał, by móc zapłacić za swoje długi w kasynie. Zostało tylko łóżko i mała szafka.
Te też pewnie by sprzedał. Nie potrafił wyobrazić sobie życia bez hazardu. Niemal każdy
wieczór spędzał w kasynie, grał w totolotka, obstawiał gonitwy koni, wyniki meczy
piłkarskich. Wszystko, by tylko zaryzykować, by tylko móc wygrać. Wszystko by zrobił
dla tego uczucia wygranej, wszystko, wszystko, wszystko! Lecz teraz patrzył tylko
pustym wzrokiem na ściany już nie swojego mieszkania. Otworzył szafkę, by przejrzeć,
które ze składowanych tam rzeczy mogą mu się jeszcze przydać. Znalazł kilka gazet, nie
przeczytaną książkę, zeszyt z wynikami gonitw koni i pamiątkowy rewolwer po dziadku.
Włożył rewolwer do kieszeni płaszcza, wziął w rękę zeszyt i wyszedł nie zamykając nawet
drzwi.
Wpierw udał się do kilku znajomych, którym nie był winny żadnych pieniędzy. Pożyczył od
nich trochę, by najbliższy czas spędzić w hotelu. Pieniędzy starczyło tylko na jeden z
najgorszych hoteli w mieście. Wynajął pokój od razu na tydzień, wiedząc, że jeżeli
tylko będzie trzymał te pieniądze, to i tak je przegra w kasynie. Wszedł do małego
pokoju, w którym miał teraz spędzić kilka najbliższych dni. Zabrał się za pracę. Jakoś
dawał sobie radę, ale im prędzej zbliżał się wieczór, tym bardziej chciał w coś zagrać.
Kiedy już nie mógł wytrzymać, postanowił, że zagra w rosyjską ruletkę. Włożył pocisk do
jednej z komór bębenka i zakręcił nim. Zatrzasnął bębenek, przyłożył sobie lufę do
skroni, zamknął oczy i... Usłyszał tylko odgłos kliknięcia iglicy. Komora była pusta.
Odetchnął głęboko i choć cały zlany był potem, czuł się dużo lepiej. Postanowił, że
będzie tak robił każdego poranka i każdego wieczora. Tylko po to, by móc wygrać. 'I tak
nie mam nic do stracenia.' - dopowiedział sobie w myśli.
Następnego dnia rano pierwszą rzeczą, którą zrobił po przebudzeniu się, było ponowne
zakręcenie bębenkiem, zatrzaśnięcie go, przyłożenie lufy do skroni i znów tylko ciche
'klik' wydobywające się z rewolweru. Odetchnąwszy głęboko ubrał się, umył i wyszedł na
miasto coś zjeść. Idąc przez miasto zauważył lombard. Zaciążyła mu ta pamiątka po
dziadku. Pamiętał, jak dziadek mówił o tym, że jest to dość wartościowy rewolwer. Po
chwili wyszedł z lombardu z niemal dwustoma złotymi w kieszeni. Zastanowił się na co
by można wydać te pieniądze. Odpowiedź przyszła niemal natychmiastowo - gonitwy koni.
Czym prędzej udał się w stronę torów wyścigowych. 'Trochę wygram, poczekam aż dojdę do
stu złotych, wtedy pójdę na miasto coś zjeść, a za resztę spróbuję się odegrać w
kasynie.' - myślał w drodze.
Z gonitwy koni wyszedł bez grosza w kieszeni. Dziś jakoś zupełnie mu nie szło. W żadnym
typowaniu nie był nawet blisko wytypowania zwycięskiej trójki. Szedł powolnym krokiem,
nie zastanawiając się nawet, dokąd idzie. Nie miał żadnych pieniędzy, ani nikogo, od
kogo mógłby je pożyczyć. Szedł, zastanawiając się, czy ma jeszcze po co żyć. Szedł tak
dłuższy czas, aż wreszcie przystanął i rozejrzał się dookoła. Zamiast w stronę hotelu,
poszedł w stronę lasu. Teraz był już kilometr od miasta, tuż nad zamarzniętym jeziorem.
Patrząc na nie postanowił, ze tu zakończy swoje życie. Chciał się powiesić na którejś z
pobliskich gałęzi, ale po chwili zrezygnował. Nie wiedział dlaczego taki rodzaj śmierci
mu nie odpowiadał. Jeszcze raz spojrzał na jezioro. Wszedł na jego zamarzniętą taflę.
Zauważył nie do końca zamarznięty przerębel. Podszedł na jego skraj i zajrzał do środka.
Woda była ciemna i zimna. Zaczął się zastanawiać, aż wreszcie postanowił, że podejmie
jeszcze jeden zakład w swoim życiu. Rozebrał się i nago wskoczył do przerębla. Poczuł
ogromne zimno na całym ciele. Trząsł się, a spomiędzy szczękających zębów ulatywały
bąbelki powietrza. Po chwili skończyło się mu powietrze do oddychania. Odruchowo zaczął
wypływać na powierzchnię. Uderzył głową w lód. Chciał krzyknąć z bólu, ale jedynie
zachłysnął się wodą. Stracił orientację, nie wiedział już nawet z której strony jest
lód. Wszystko to coraz mniej go obchodziło. Zimno odczuwał już coraz mniej. Czuł wodę
w swoich płucach, ale zarazem czuł błogość, wewnętrzny spokój.
- A więc jednak utonąłem, a nie zamarzłem. Wygrałem..... - zdążył jeszcze pomyśleć.
[7.03.99, 01:02]
Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a