Caveman
Jak studiować - podręcznik (fragmenty)
Spis treści
1. Wstęp
2. Wybór kierunku
3. Bufet uniwersytecki, czyli jak jeść i przeżyć
4. Sam na sam z toaleta
5. Z dziekanatem za pan brat
6. Samorząd studencki
7. Jak poderwać studentkę (studenta)
8. Jak nie poderwać studentki (studenta)
9. Kółka zainteresowań
10. Sen - mity a rzeczywistość
11. Właściwy image a konieczność nauki
12. Domy rozpusty (DS-y)
13. Rola kobiety na studiach
14. Rola mężczyzny na studiach
15. Jak przeżyć semestr
16. Jak przeżyć sesję
17. Jak przeżyć sesje poprawkową
Appendixy
A. Jak odróżnić tandetę od autentyku?
B. Moje boje, czyli jak zaliczyć semestr w 2 i pół tygodnia
C. 45 sposobów jak oblać nieważny egzamin (external)
(...)
F. spis wszystkich appendixów
(...)
X. Referencja autora (i współautorów)
1. Wstęp
Wiele jest różnych podejść do studiowania i wiele jest różnych typów studentów. Ci z
czytelników, którzy mieli jakąkolwiek styczność ze studiami potwierdzą tą banalną
prawdą. Należałoby więc określić dokładnej dla jakiego typu studentów skierowany jest
ten podręcznik, by później uniknąć niemiłej niespodzianki.
Najbardziej chyba znanym, choć niekoniecznie najczęstszym, typem są tzw. kujoni. Oni to
narażając się na pośmiewisko, tracąc noce i dnie, ucząc się często nawet podczas
przepisowo wolnego czasu są obdarowywani przez cały czas trwania studiów stypendiami,
potem zaś po zakończeniu tego szczebla edukacji w przepisowym terminie udają się na
dobrze płatne i obiecujące posady. Ten podręcznik NIE jest dla nich. Oni i tak sobie
poradzą na tych studiach, a wszelkie rady zawarte w tym podręczniku mogliby uznać za
godzące w ich przyszłą karierę.
Innym, wydawałoby się krańcowo odmiennym typem studenta są młodzi ludzie, których
studia zupełnie nie interesują - obchodzi ich tylko i wyłącznie papier oraz tytuł
uzyskiwany pod koniec studiów. Wiedzą oni doskonale, że brak im wiedzy i doświadczenia
w studiowanym przedmiocie, lecz nie martwi ich to. Im potrzebny jest tylko papier - bez
względu na metody, a nawet koszty jego uzyskania. Tym typem student także NIE będziemy
się zajmować. Brak oglądania się na koszty i metody zdobywania tytułu sprawią, że bez
problemu dadzą sobie radę na studiach.
Pozostałą grupę tworzą ludzie, którzy poszli na studia po to, by mile spędzić tam kilka
lat życia. I ta właśnie grupa JEST adresatem naszego podręcznika. Pragniemy pokazać im,
jak przebrnąć przez nieraz trudne gąszcze uniwersyteckich przepisów, reguł i obyczajów
nie tracąc tego co najważniejsze - dobrego humoru, spokoju ducha i zbyt wiele wolnego
czasu.
2. Wybór kierunku
W dzisiejszych czasach istnieją dwie wyraźne tendencje w wyborze kierunku, obie
zupełnie błędne. Chcąc przestrzec przed popełnieniem tego błędu, wymienimy wpierw te
metody oraz ich wady, a dopiero później zaprezentujemy jedyną słuszną metodę wyboru
kierunku studiów.
Metoda niewłaściwa pierwsza, tzw. 'aprobacyjna'
Metoda ta, stosowana zwłaszcza przez niedoświadczonych kandydatów na studia, zakłada
wybór kierunku, który kandydat lubi, w którym widzi możliwości rozwijania swoich
zainteresowań i który ma zamiar studiować z zainteresowaniem. Podejście to jest błędne
z kilku powodów. Oprócz oczywistych, choć mało znaczących (takich jak brak możliwości
zdobycia nowych doświadczeń z nieznanej wcześniej dziedziny), posiada także zestaw
bardziej znaczących błędów w założeniach:
- Nie ma jeszcze takiego kierunku, który nie znudziłby się po kilkuletnim
studiowaniu. Przerabianie tego samego lub bardzo podobnego materiału po kilka razy może
złamać nawet najbardziej opanowane jednostki. Bardzo pomocna w tym jest kadra naukowa,
która bynajmniej nie została starannie wyselekcjonowana z grona dawnych absolwentów
uczelni po to, by coś komuś później umieć sensownie wytłumaczyć. Przy tym wyborze grozi
więc nam nuda na wykładach i, co gorsza, zniechęcenie do przedmiotu.
- Metoda ta zakłada, że studiowanie jednego kierunku różnie się w znaczący sposób od
studiowania kierunku innego. W rzeczywistości jednak studiowanie każdego kierunku
polega z grubsza na tym samym: pamięciowym opanowywaniu zadanych części materiału,
zaliczaniu egzaminów bądź laboratoriów i szybkim opróżnianiu pamięci z nieistotnych
już danych.
- Brak nam teraz chęci do rozwijania się we własnym zakresie - gdyż studiując
zgodnie z własnymi upodobaniami po zniechęceniu się do wybranego kierunku brak nam
odskoczni w postaci właśnie ulubionej dziedziny, w której można by się podszkolić w
wolnym czasie dla oderwania się od studiów.
Jak widzimy, metoda ta pomimo widocznych gołym okiem niby-zalet, w gruncie rzeczy
posiada tylko wady i należy jej z całych sił unikać.
Metoda niewłaściwa druga, tzw. 'przyszłościowa'
Metoda ta wybierana jest przeważnie przez kandydata po namowie rodziny lub po
kandydata 'po przejściach', który na własnej skórze przekonał się o wadach metody
niewłaściwej pierwszej i postanowił obrać inne kryterium wyboru studiów. Metoda ta
bazuje na powszechnym przekonaniu, że są kierunki studiów, których studiowanie jest
co prawda trudne i nudne, ale za to po ukończeniu studiów na absolwenta czeka wymarzona
praca i obiecująca kariera. Jednak, jak zresztą każe ludowe przekonanie, jest to
przekonanie błędne. Po pierwsze: nigdy nie wiadomo, jaki zawód okaże się najbardziej
poszukiwany za kilka lat, gdy ukończymy te studia. Po drugie, kryterium to jest zbyt
powszechnie stosowane, co powoduje nadmiar studentów, co niezaprzeczalnie utrudnia nie
dość, że studiowanie, to jeszcze nawiązywanie międzyludzkich stosunków w obrębie roku
(walka o miejsca w sali nie jest najmilszą metodą poznania przyjaciół). Po trzecie,
kierunki te rzeczywiście w większości zostały dobrane tak, by wszelkie wykłady i
egzaminy były jak najnudniejsze, co może stanowić pewną zaletę dla osób cierpiących na
bezsenność, ale w ogólniejszym zakresie jest wadą. I wreszcie po czwarte, last but not
least, zgodne z założeniami tego podręcznika, nie idziemy na studia po to, by zdobyć
papier i tytuł naukowy, lecz by miło spędzić czas, co absolutnie eliminuje tą metodę
wyboru kierunku studiów.
Jedyna słuszna metoda właściwa:
Skoro już w pełni zdajemy sobie sprawę, że w wyborze kierunku studiów nie chodzi o sam
kierunek jako taki, wielu czytelników zadaje sobie pewnie pytanie co w takim razie
decyduje o atrakcyjności danego kierunku studiów. Otóż kryteria są trzy, a po ich
zsumowaniu otrzymamy pełne kryterium wyboru studiów. Kryteria te to:
- bufet;
- toaleta;
- możliwość snu na zajęciach;
Wszystkie te kryteria będą szerzej omawiane w odpowiadających ich rozdziałach, teraz
jednak poświęcimy im kilka chwil, by uniknąć potem błędnego wyboru.
Jak wiadomo wpływ przeciętnego studenta na plan zajęć jest niewielki, o ile w ogóle
istnieje. Trzeba się więc liczyć z tym, że od czasu do czasu trzeba będzie przychodzić
na obowiązkowe zajęcia o zabójczo wczesnych porach (tzn. przed południem). Ponieważ
życie jakie prowadzimy, lub prowadzić będziemy, nie jest dopasowane do tak wczesnych
pór aktywności, trzeba liczyć się z koniecznością snu na zajęciach. Sen zaś możliwy
jest tylko na studiach, gdzie osób jest dużo i nie są one dzielone na zajęciach. Nieco
we śnie przeszkadzać może również konieczność obsługi jakichś urządzeń, lecz duża
liczba osób w połączeniu z niewielkim budżetem uczelni oznaczają, że na jedną maszynę
przypada kilku studentów, co zaś oznacza dla nas, że możemy odsypiać bez większych
problemów.
Czasami jednak, oprócz niewyspania, wczesne wyjście z domu, a przez to brak porządnego
śniadania, skutkuje tym, że na studiach trzeba coś przekąsić. I tu punktem centralnym
jest bufet naszego wydziału. Naiwni mogą sądzić, że wystarczy, by jakakolwiek
jadłodajnie znajdowała się w niedalekiej okolicy wydziału. Nie doceniają jednak oni
kilku faktów:
- warunków klimatycznych, w jakich żyjemy - czasem wyjście z budynku po kanapkę może
zaowocować kilkoma groźnymi chorobami (w przypadku, gdy studiujemy w okolicy tras
przelotowych - nawet wenerycznymi)
- różnicy cen pomiędzy jadłodajnią studencką, a prywatną 200 metrów dalej
- znajomości terenu - ponieważ inni studenci również niejako zmuszeni są korzystać z
bufetu, już po dwóch tygodniach od rozpoczęcia semestru wiadomo, które potrawy są
jadalne, które śmiertelne, a które powodują tylko lekki rozstrój żołądkowy.
Ponadto niektóre bufety mają swoje ulubione dania, zwane również 'specjalnościami
zakładu', które w danej postaci można zjeść tylko i wyłącznie w danym bufecie. Dla nich
warto czasem wybrać dany wydział, a na pewno należy je uwzględniać przy wyborze
kierunku studiów.
Kiedy już opuścimy bufet, często zmierzamy do toalety. I tu kolejna ważna uwaga -
brzydka bądź brudna toaleta może nam popsuć całą radość z właśnie przetrawionego
posiłku. Ponieważ od czasu do czasu coś w jadłospisie bufetu może się zmieniać, wobec
czego częste i długie wizyty w toaletach okażą się smutną koniecznością, wybór wydziału
ze względu na higieniczną toaletę jest oczywisty.
I tylko podejście uwzględniające te cechy wydziału zagwarantuje nam pełną i długotrwałą
radość ze studiowania.
3. Bufet uniwersytecki, czyli jak jeść i przeżyć
Pierwsze, o czym należy pamiętać podczas korzystania z bufetu uniwersyteckiego, jest
to, że nie zawsze pierwszy oznacza lepszy. Regułą, której należy się trzymać z żelazną
wytrwałością, nawet kosztem głodu i możliwości zemdlenia, jest nie korzystanie z bufetu
przez dwa pierwsze tygodnie każdego semestru. O ile w przypadku semestrów parzystych
można czasem te okres skrócić do tygodnia, w przypadku semestrów nieparzystych dwa
tygodnie jest koniecznym minimum. Co więcej, jeżeli zaczynamy studia, dwa tygodnie mogą
być niewystarczające. Chodzi tu po prostu o to, by inni przed nami spróbowali potraw
dostępnych w bufecie. Dopiero gdy któryś z naszych znajomych nie zachorował po
zjedzeniu danej potrawy możemy zamówić ją bez ryzyka. W przypadku semestru
rozpoczynającego nasze studia należy jeszcze w tym celu zapoznać się ze
współ-studentami i współ-studentkami i dlatego wymagane dwa tygodnie mogą okazać się
niewystarczające. Osoby nieprzezorne mogłyby sądzić, że na kolejnych semestrach, po
zapoznaniu się z menu nie jest wymagany okres aklimatyzacyjny. Bardzo dobrze, że tak
myślą, gdyż osoby te będą naszymi (oraz kucharza) królikami doświadczalnymi, my jednak
wystrzegajmy się tego błędu. Podczas każdej przerwy może dojść do zmian wśród dostawców
składników, co sprawić może, że bezpieczna potrawa z zeszłego semestru staje się
niebezpieczna dla zdrowia. Ponadto wolny czas daje kucharzowi możliwość wymyślania
nowych potraw lub zmiany przyrządzania starych. Dopiero, gdy przez parę dni z rzędu
nikt nie będzie hospitalizowany, konsumenci nie będą już z wrzaskiem biec z bufetu w
stronę najbliższej toalety, a kontrole sanepidu staną się na tyle rzadkie, że wręcz
niezauważalne, można spokojnie przystępować do konsumpcji.
Każdy bufet jest inny. W każdym poszczególne potrawy smakują inaczej, pomimo tej samej
nazwy (np. hamburger, który na każdym wydziale wygląda inaczej, smakuje inaczej, jest
inaczej przyrządzany, ma inną cenę i inaczej syci), a te same potrawy i produkty
kosztują mniej lub więcej. Ponadto każdy lokal ma swoją specyficzną potrawę: czy jest
to dobra herbata tania jak woda, z której została przyrządzona, czy robiona
samodzielnie pizza, czy duże hamburgery - nieważne. Ważne jest jednak to, by doceniać
tą specjalność zakładu. Jest to coś, co po pierwsze uprzyjemni nam jedzenie, gdyż
będziemy mieli świadomość, że jemy coś wyjątkowego, niedostępnego nigdzie indziej, po
drugie - jest to potencjalnie najbezpieczniejsze danie, bo o takie właśnie specyfiki
bufety dbają najbardziej, i wreszcie po trzecie - zapewnić nam to może lepszą znajomość
ze sprzedającym, co może mieć niebagatelne znaczenie w godzinach szczytowych kolejek po
obiady.
Kolejnym problemem podczas korzystania z bufetu jest wybór miejsca. Większość (by nie
powiedzieć: wszystkie) bufety mają ten sam sposób obsługi konsumenta: sprzedawca
wykrzykuje nazwę potrawy, po czym wręcza ją temu, kto po nią podejdzie. Bazując na tej
wiedzy i naszych predyspozycjach wybieramy miejsce. Jeżeli śpieszy nam się, siadamy
tuż pod okiem sprzedawcy, by ,gdy wykrzykiwać będzie nazwę zamówionej przez nas
potrawy, błyskawicznie wstać i podejść po nią. Dzięki temu możemy wyprzedzić w tym
wyścigu osobę, która zamówiła tą samą potrawę przed nami, ale usiadła dalej i czekać
będzie dłużej - bo na potrawę zamówioną przez nas. Z drugiej strony, jeżeli mamy
więcej wolnego czasu i chcemy chwili spokoju siadamy daleko od lady. To sprawi, że
okrzyki dochodzić będą już lekko stłumione, a nasza potrawa dotrze za wystarczająco
długi okres czasu, by zdążyć odpocząć i zgłodnieć.
4. Sam na sam z toaleta
Często jednakowoż zdarza się, że potrawa, którą spożyliśmy bądź to w domu, bądź w
bufecie, zaowocuje u nas koniecznością udania się do toalety. Tutaj, ze względów choćby
czysto higienicznych, trzeba bardzo uważać. Przede wszystkim nigdy nie należy wierzyć,
że skoro jest toaleta, to będzie i papier toaletowy. Sam osobiście przemierzyłem kiedyś
8 pięter budynku (po trzy toalety na piętrze!), by wreszcie musieć zadowolić się nędzną
resztką papieru. Tak więc po pierwsze - nosimy ze sobą własny papier toaletowy. Ponadto
warto wykorzystać pierwsze, często niemal wolne, tygodnie semestru, by rozejrzeć się po
budynkach, w których odbywają się nasze zajęcia, a najlepiej także i po wszystkich
budynkach sąsiednich, gdzie znajdują się toalety i w jakim są stanie. Oczywiście, gdy
potrzeba będzie nagła i niespodziewana, zawsze poratuje nas tylko najbliższa toaleta,
aczkolwiek, gdy będziemy mieli chwilę czasu na wybór, warto przejść się nieco dalej, by
z konieczności uczynić przyjemność estetyczną, jak i zmniejszyć możliwość powikłań
związanych z niskim poziomem higieny najbliższej toalety. Ponadto, jeżeli łączymy z
pożytecznym przyjemne, na przykład poprzez lekturę w toalecie, bądź po prostu lubimy
spokój, warto wybrać toaletę na mniej uczęszczanym szlaku, jak na przykład na wyższym
piętrze, bądź w budynku, w którym zajęcia mają studenci kierunków, na których dominuje
płeć przeciwna. Umożliwi nam to kilka spokojnych chwil, nie przerywanych notorycznym
pukaniem i próbami otworzenia drzwi. Pod względem estetycznym polecane są toalety z
gmachów, gdzie znajdują się pokoje rektorów uczelni, a w pozostałych budynkach toalety
na piętrach, na których znajdują się pokoje sekretariatów i prodziekanów wydziałów. Tam
to właśnie odpowiednio inwestowane są pieniądze z rekrutacji, repet i wszelkich innych
środków - w kafelki, wygodne sedesy, ergonomiczne pisuary, a papier toaletowy niemal
zawsze występuje w nadmiarze. Niestety, wygoda ta jest widoczna i znana wszystkim
studentom. Dlatego też toalety te polecane są w trakcie zajęć, bądź podzas przerw
między zajęciami wczesnymi porankami bądź późnymi popołudniami. Należy także uważać na
tzw. nowe budownictwo. Toalety rzeczywiście są higieniczne i estetycznie prezentują się
wyśmienicie, lecz ich funkcjonalność jest znikoma, gdyż osoby z już choćby przeciętnym
wzrostem nie znajdują miejsca poza górnymi partiami ściany na swoje nogi, co sprawia,
że tych kilka chwil może zamienić się w koszmar.
Na koniec jeszcze jedna drobna uwaga, przeznaczona zwłaszcza do przedstawicieli płci
męskiej: Jeżeli najdzie was potrzeba udania się w ustronne miejsce tuż przed
zaliczeniem, zwłaszcza ustnym, w żadnym wypadku nie korzystajcie z toalety na tym
samym piętrze, na którym urzęduje zaliczający. Spowodowane jest to możliwością
popełnienia straszliwej gafy z powodu rozbieżnych dyrektyw - gdyż w przypadku spotkania
zaliczającego w toalecie z jednej strony wypada go powitać, z drugiej zaś już Erazm z
Rotterdamu pisał o tym, że niekulturalnie jest witać się podczas defekacji. A uwaga ta
skierowana jest zwłaszcza do studentów, gdyż trudno o bardziej stresujące sytuacje,
niż ta, gdy zaliczający zajęcia staje przy pisuarze obok.
Pamiętanie o tych kilku uwagach oraz rozpoznanie wstępne terenu pozwoli przebrnąć
przez studia bez większych komplikacji zdrowotnych, nieprzyjemnych niespodzianek, a
nawet czerpiąc przyjemność z tego, co i tak nieuniknione.
5. Z dziekanatem za pan brat
Czasami w trakcie naszego studiowania zdarzy się tak, że konieczna będzie wizyta w
dziekanacie. Czy to podbicie legitymacji, czy też złożenie podania - dziekanat wydaje
się być miejscem, w którym wizyta jest nieunikniona w toku studiowania. Podczas tej
wizyty możemy się przekonać, jakie, poza samymi przedmiotami , właściwości wychowawcze
maja studia.
Przede wszystkim, w ogromnej większości przypadków będziemy zmuszeni stać w ogromnej
kolejce, zwłaszcza, jeżeli usiłujemy dostać się do dziekanatu z prośbą o podbicie
legitymacji lub by złożyć podanie, które można składać tylko przez trzy dni. Tak się
składa, że z identyczną sprawą będzie stało w kolejce co najmniej jedna trzecia
możliwych studentów, co sprawia, że czas stania w kolejce może przekroczyć nawet 4
godziny. Oczywiście czasami może się zdarzyć, że po tak długim oczekiwaniu dziekanat,
który zwykle czynny jest trzy godziny dziennie, zostaje zamknięty. I tu właśnie pojawia
się aspekt wychowawczy studiów - uczą one bowiem, prócz zwykłej wiedzy na zajęciach,
także spokoju, cierpliwości i opanowania - a są to cechy niezbędne, jeżeli mamy zamiar
gdzieś po tych studiach pracować (zwłaszcza w firmie państwowej). Dzięki tym studiom
będziemy uodpornieni na konieczność czekania na przyszłego szefa, czy na same dziwne,
niekoniecznie legalne zagrania szefa lub konkurencji. I to właśnie stanie się naszą
przewagą, gdyż teoretycznie lepsi studenci p renomowanych zachodnich uniwersytetach nie
wytrzymają tej presji i zmuszeni będą opuścić pracę po zaledwie pary tygodniach,
podczas gdy my, dzięki właśnie dziekanatowi, przetrzymamy to bez najmniejszego
problemu.
Oczywiście jest kilka metod, by nie stać w kolejkach, lecz każda ma pewne wady. Metoda
pierwsza to zostać tzw. starosta grupy. Starosta taki na niektórych uczelniach zyskuje
przywilej wchodzenia do dziekanatu bez kolejki. Niestety, zyskuje się wówczas także
obowiązki, które mogą zabrać nam zbyt wiele wolnego czasu. Ponadto funkcja starosty
może nie odpowiadać naszemu wizerunkowi, który przyjmiemy na studiach (patrz
rozdział 11 "Właściwy image a konieczność nauki". Kolejną metodą jest
wpychanie się bez kolejki i wmawianie, że jest się starostą, pomimo nie pełnienia tej
funkcji. Metoda wydaje się o wiele lepsza, lecz niestety w przypadku, gdy wyjdzie na
jaw nasza prawdziwa funkcja może dojść do perturbacji z osobami stojącymi w kolejce,
co w przypadku kierunków, gdzie studiuje dużo mężczyzn może doprowadzić nawet do pewnych
kłopotów zdrowotnych.
Metodę proponowaną przeze mnie i nieraz pozytywnie przetestowaną można najprościej
streścić w słowach: "Nigdy nic nie rób na ostatnią chwilę. Zrób to trzy dni później.".
Prawda jest taka, że często w dziekanatach panuje taki bałagan, że wszystkie podania i
dokumenty można składać jeszcze parę dni po tak zwanym ostatecznym terminie.
Skorzystanie z tej opcji ma szereg zalet: przede wszystkim zamiast stać dwie i pół
godziny w kolejce, całe załatwienie sprawy zajmuje nam dwie i pół minuty. Ponadto
jesteśmy obsługiwani w milszej atmosferze, gdyż panie w dziekanacie nie muszą
równocześnie obsługiwać trzech osób i mają świadomość, że kolejne sto nie pcha się wciąż
do środka. Umożliwia nam to również pewne spoufalanie się z owymi paniami, co może
przynieść nam niebagatelne korzyści, gdyż jak zwykło mawiać stare studenckie
porzekadło: "Panie z dziekanatu czasem wiedzą i mogą więcej niż sam dziekan.". Warto
mieć to na uwadze podczas rozmowy i załatwiania różnych spraw.
Ważne jest też kreowanie odpowiedniego wizerunku podczas wizyty w dziekanacie.
Niezależnie od obranego image'u, po wejściu do dziekanatu trzeba przybrać odpowiedni
wygląd jak najszybciej i jak najdokładniej. Jaki wizerunek powinien to być? To już
zależy od naszej sprawy, ale zawsze warto sprawiać wrażenie człowieka sympatycznego, a
zarazem chorego. Wizerunek sympatycznego studenta jest ważny zwłaszcza podczas owych
wizyt w opustoszałym po tzw. ostatecznym terminie dziekanacie. Wizerunek człowieka
chorego i ogólnie poszkodowanego przydatny jest podczas składania podań. Wtedy istnieje
szansa, że zostanie ono rozpatrzone prędzej lub według nieco niższych wymagań, gdyż
wygląd nasz wzbudza litość i chęć pomocy nam u owych pań. Ogólnie można przyjąć, że w
dziekanacie staramy się wyglądać jak przeciwieństwo tego, na kogo staramy się wyglądać
poza dziekanatem.
Warto poświęcić nieco czasu na opanowanie przedstawionych tu rad, gdyż w przeciwnym
wypadku wizyty w dziekanacie, które i tak są konieczne, mogą okazać się dużo bardziej
czasochłonne, niż skłonni bylibyśmy to przypuszczać, a co więcej - mogą nam przerwać
miłe spędzanie czasu, dla którego przecież poszliśmy na studia,
6. Samorząd studencki
(rozdział pominięto do czasu konsultacji ze Słomą)
7. Jak poderwać studentkę (studenta)
(rozdział pominięto do czasu konsultacji z kimś kompetentnym)
8. Jak nie poderwać studentki (studenta)
(Uwaga! Poniższy rozdział jest skróconą i przez to znacznie uproszczoną wersją
podręcznika 'Jak nie podrywać dziewczyn' tego samego autora, który ukaże się
niedługo w księgarniach.)
Często zdarza się, że na naszych studiach (lub w innym miejscu nierozerwalnie związanym
ze studiami - jak np. naszym ulubionym klubie studenckim) znajdą się osoby płci
przeciwnej, które nie przypadną nam do gustu. Tak długo jednak, jak nie musimy mieć z
taką osobą nic do czynienia, sytuacja ta nam nie przeszkadza. Kiedy jednak okaże się,
że istnieje konieczność rozmowy, mniej lub bardziej wymuszona, lub, co gorsza, osoba
taka zaczyna do nas pałać afektem nie pozostaje nam nic innego jak tylko jej NIE
poderwać.
Niepodrywanie studentek (studentów) jest w większości przypadków banalne, co więcej
znakomita większość posiada tą umiejętność o ile nie od urodzenia, to chociaż od czasu
skończenia szkoły podstawowej. Niektórzy nawet opanowali ją do tego stopnia, że
potrafią nie poderwać studentki (studenta) nawet pomimo silnych chęci poderwania owej
(owego). Jeżeli jednak nie umiemy tego robić lub osoba taka zapałała do nas ogromnym
afektem, poniższe rady powinny pomóc w rozwiązaniu takiej sytuacji.
Pierwsza zasada jest następująca: Im mniej osoba, której poderwać nie chcemy o nas wie,
tym lepiej. Daje nam to wówczas dużo szersze pole manewru. Można oczywiście po prostu
zacząć opowiadać o sobie i istnieje wtedy pewna szansa (zwłaszcza przy naszym trybie
życia, który propagujemy w tym podręczniku), że zrażona tym osoba sama zdecyduje, że
już nie chce nas poderwać. Niestety istnieje także ryzyko, że to nie podziała, a
ograniczy nam to pole dalszego manewru. Trzeba szybko zauważyć cechy charakterystyczne
danej osoby i zacząć zachowywać się tak, by je wyśmiać bądź zanegować. Dla przykładu,
gdy zauważamy krzyżyk na szyi dziewczyny, od razu mówimy, że jesteśmy satanistami.
Brak krzyżyka oraz czarny strój - mówimy, że słuchamy tylko Radia Maryja. Widoczne
objawy lubienia dobrej zabawy - głosimy, że chodzimy spać o 10 wieczorem. Miły,
spokojny wygląd - informujemy spokojnym, gardłowym głosem, że nie spaliśmy od czasu,
jak dwa tygodnie temu zakupiliśmy kolejnych kilkanaście gram amfetaminy. I tak dalej,
i tym podobne.
Kolejna zasada - nigdy nie chwalimy się czymkolwiek. Starajmy się wyglądać na nudnego
człowiek, który nic nie robi tylko albo się uczy (opcja pierwsza) albo non stop pije
(opcja druga). Nie chwalmy się niczym - nawet nie starajmy się też odstraszyć
potencjalnej niepoderwanej ofiary nieudolnością naszych prób - bo może się okazać, że
najgorszy w naszym życiu wiersz, który został wyśmiany przez wszystkich począwszy od
kolegi krytyka, a skończywszy na psie sąsiada przypadnie osobie takiej do gustu (Uwaga!
To wbrew pozorom nie jest takie niemożliwe, a im większy afekt takiej osoby, tym
bardziej prawdopodobne.). Z tego samego powodu nie starajmy się wykręcić tym, że już
mamy dziewczynę (chłopaka). Przede wszystkim oznacza to, że jednak pomimo naszych
pokazów nudy w naszym wykonaniu, jesteśmy na tyle ciekawi, że warto z nami być. Poza
tym możemy usłyszeć, że to nie przeszkadza, bądź co gorsza żądanie podania adresu
naszej wybranki (naszego wybranka), by się z nim rozprawić i uwolnić nas od jej (jego)
zgubnego zapewne wpływu. Improwizujmy w inną stronę - że mieszkamy daleko i, ponieważ
już nas wyrzucają ze studiów, za parę miesięcy będziemy studiować na drugim końcu
Polski. Albo (przy wyborze wariantu pierwszego), że ruszamy z misją do Afryki za trzy
miesiące i nie wiemy kiedy wrócimy. To powinno nieco ostudzić zapał niepodrywanej
(niepodrywanego).
Ale przede wszystkim - tak długo jak dana osoba nas nie zna, mamy tą przewagę, że
możemy skłamać jej, na jakim kierunku obecnie studiujemy. Da nam to (oprócz podstawowej,
o której za chwilę) tą dodatkową korzyść, że szukając nas, osoba taka będzie chodzić po
zupełnie innym wydziale, wobec czego my będziemy mogli spokojnie chodzić po naszym.
Podstawową korzyścią jest jednak to, że większość ludzi ma w pełni ugruntowaną opinię
o studentach studiujących na danych wydziałach. I tak w przypadku, gdy jesteśmy płci
męskiej - mówimy, że studiujemy informatykę. Gdy dodamy do tej informacji, że mieszkamy
w tzw. DS-ie (patrz: rozdział 12 pod tytułem: "Domy rozpusty (DS-y)"), który wyposażony
jest w stały dostęp do Internetu, to niepoderwanie studentki staje się już faktem (w
przypadku, gdy nadal niepodywana nie wie, o co chodzi, rzucamy naukowymi terminami
takimi jak: 'koprofagia', 'sodomia', 'gra w bułeczkę' wraz z opisami w celu
dokładniejszego wyjaśnienia i uniknięcia błędnego zrozumienia. W przypadku dziewczyn
sprawa jest nieco trudniejsza, gdyż brak aż tak wyrazistego przykładu, ale dobre efekty
robią następujące wydziały: 'Chemia', 'Ekonomia i Zarządzanie' oraz 'Budownictwo
Lądowe' bądź 'Mechanika'. Niemal zawsze skutkuje też napomknięcie o Akademii Wychowania
Fizycznego - o ile oczywiście osoba niepodrywana nie studiuje tam, gdyż wtedy skutek
może być odwrotny do zamierzonego.
W przypadku, gdy osoba niepodrywana zna nas nieco lepiej sprawa jest nieco gorsza, ale
wciąż mamy możliwość uniku. Zawsze pozostaje powiedzieć, że chce się wyjechać do Belgii,
co w kontekście ostatnich wydarzeń na miejscu sprawia, że starania nasze o
niepoderwanie się udają. Nie należy jednak nic mówić o: chorej rodzinie, umierającym
rodzicu, ciężkiej przebywanej właśnie chorobie, gdyż wzbudza to u takiej osoby litość,
co powodować może jeszcze gorsze dla nas konsekwencje.
Uważać należy z wyśmiewaniem się z osoby niepodrywanej. Znane są bowiem przypadki, gdy
osoba niepodrywana w taki właśnie sposób odbiera to jako przejaw toczącej nas
nieśmiałości i nieumiejętności wyrażenia uczuć, czym utwierdzamy ją w przekonaniu, że
pragniemy być z nią, tak samo mocno, jak ona z nami.
9. Kółka zainteresowań
(Prace trwają....)
10. Sen - mity a rzeczywistość
(Prace trwają....)
11. Właściwy image a konieczność nauki
(Prace trwają....)
12. Domy rozpusty (DS-y)
(Prace trwają....)
13. Rola kobiety na studiach
(Prace trwają....)
14. Rola mężczyzny na studiach
(Prace trwają....)
15. Jak przeżyć semestr
Wielu studentów popełnia radykalne błędy przy swym podejściu do studiowania, przez co
tracą najpiękniejsze lata swego życia na naukę, lub co gorsza siedzenia na wykładach.
Aby ustrzec Czytelników przed tym i innymi błędami, w tym rozdziale przekazane zostaną
wszystkie poprawne metody przeżywania semestru.
Zajęcia na studiach, w przeciwieństwie do szkolnych i licealnych, dzielą się na kilka
typów. Najpopularniejsze z nich to: wykłady, ćwiczenia i laboratoria. Wykłady są miłą
metodą odespania nocy, jednak obecność na nich zwykle nie jest obowiązkowa i nie
podlega sprawdzeniu, więc można bez najmniejszych oporów je opuszczać. Ćwiczenia
najbardziej przypominają lekcje w szkole - przeważnie dopuszczane są trzy nieobecności
na danych ćwiczeniach, jednak warto zwrócić uwagę na to, czy prowadzący sprawdza
obecność, gdyż nie jest to regułą, a nie warto tak nudno spędzać czasu. Warto ponadto w
semestrach letnich pamiętać o zostawieniu sobie kilku możliwych do wykorzystania
nieobecności na koniec semestru, gdy wkoło rozkwita wiosna. Laboratoria są najbardziej
wymagającą formą zająć, choć to też zależy od kierunku (np. na informatyce laboratorium
często polega na konieczności oddania pewnej ilości programów w semestrze i można tego
dokonać w przeciągu jednych, zazwyczaj ostatnich zajęć). Na szczęście laboratoria nie
występują na wszystkich kierunkach i jest ich niewiele na początkowych semestrach.
Najważniejszy, jak łatwo się domyśleć jest semestr pierwszy, gdyż to podczas niego
poznajemy naszych współstudentów, oraz realia panujące na wybranym przez nas kierunku.
Dlatego też początek pierwszego semestru wymagać będzie od nas większej pracy niż
kolejne. Przede wszystkim na początku semestru musimy zorientować się w lokalizacji i
cenach wszystkich okolicznych kser, co będzie zasadniczą korzyścią pod koniec semestru.
Konieczne jest przyjście na wszystkie zajęcia w przeciągu pierwszego tygodnia od
rozpoczęcia semestru (lub nawet półtora tygodnia w przypadku, gdy niektóre zajęcia nie
odbędą się w przeciągu trzech pierwszych dni - a jest to dość typowe, zwłaszcza dla
laboratoriów), zaś przychodzenie przez następne dwa tygodnie jest zalecane, choć już
niekonieczne. Jest to konieczne, zarówno by zorientować się, na które zajęcia chodzić
trzeba, a na które nie, lecz także by zapoznać się z własną grupą dziekańską i sprawić,
by chcieli nam pomagać w semestrze tym i każdym następnym, co pozwoli nam zmniejszyć
ilość pracy i straconego czasu w celu zaliczenia semestru (patrz rozdział 11: "Właściwy
image a konieczność nauki"). Potem możemy odpuścić sobie większość zajęć, z wyjątkiem
ostatniego tygodnia semestru, podczas którego także zalecane jest bycie na wszystkich
zajęciach z kilku powodów: po pierwsze często prowadzący premiuje obecnych na ostatnich
zajęciach, sądząc naiwnie, iż oznacza to, że obecni byli również i na pozostałych
zajęciach, po drugie dlatego, że zdarza się, że prowadzący daje podpowiedzi, co
znajdzie się na zaliczeniu, po trzecie zaś - by od razu po tych zajęciach pożyczyć od
kogoś notatki i je czym prędzej przed zaliczeniem skserować. Ponadto pozwoli nam to
zapamiętać prowadzącego, dzięki czemu będziemy mieli miłe wspomnienia z czasów
studiowania.
Kolejne semestry są już łatwiejsze. Co prawda obecność w pierwszym tygodniu nadal jest
zalecana, lecz dzięki kolegom, którzy przekażą nam, na których zajęciach bywać należy,
już nie jest konieczna. Tak samo odpada nam konieczność zapoznawania kolegów z braci
studenckiej (oczywiście, z wyjątkiem wypadków, w których zaczynamy studia z zupełnie
innym rokiem oraz grupą dziekańską niż zwykle - choć i tu przeważnie znajdziemy wśród
studentów kolegów, którzy zaczynają je na tym roku z nami; warto przejść się w takim
przypadku do dziekanatu i poprosić o przepisanie do ich grupy - sprawi to, że
zapoznawanie nowych studentów będzie po prostu przyjemnością, a nie koniecznością, z
której zrezygnowanie oznacza wiele negatywnych skutków). Ponadto, o czym zapominać nie
należy, mamy dodatkowy atut: znamy lokalizację i, co ważniejsze, oczekiwaną zawartość
kser w okolicy (np. bywają wydziały, na których jest większa liczba kser i warto
wiedzieć, jakiego typu materiały znajdują się w każdym z nich). Niemniej jednak
zalecana jest jednak obecność na pierwszych zajęciach z innego powodu - na kolejnych
semestrach często zdarza się konieczność osobistego zgłoszenia się do prowadzącego
(przedłużenia terminów, awansy, prośby o dodatkowe terminy, etc.) i warto wiedzieć,
jak ów wygląda. Równie ważne jest bywanie na ostatnich zajęciach, gdyż z czasem, jak
grupa bądź rok wykrusza się, coraz częstsze są przypadki zaliczeń bądź profitów za
obecność na ostatnich zajęciach.
Poza tymi dwoma krańcami semestru istnieć powinny dla studenta tylko laboratoria. Całość
wykładów i większość ćwiczeń można spokojnie ominąć. Laboratoria zaś, mimo koniecznej
obecności, także nie wymagają zbytniego nakładu pracy (zazwyczaj) - gdyż z przyczyny,
iż to samo laboratorium ma kilka grup dziekańskich wynikają dla nas dwa korzystne
wnioski: po pierwsze możemy postarać się o konieczność bywania na laboratorium w jednym
z kilku terminów, co może być wręcz nieocenione (np. gdy nasz grupa ma laboratorium w
poniedziałek na 7 rano), po drugie zaś istnieje grupa studentów, która robi to samo
zadanie co my przed nami - więc wystarczy poprosić o pomoc i większość kłopotów za
nami...
Tak więc wbrew pozorom okazuje się, że w semestrze jest wiele czasu wolnego,
pozostawionego studentom tylko i wyłącznie do ich dyspozycji. Ilość tego czasu waha się
oczywiście z semestru na semestr, lecz nie wierzcie nigdy studentom z roczników wyżej,
że na ich semestrze nie ma na nic czasu. Wolny czas zawsze się, znajdzie gdy tylko
będziemy przestrzegać powyższych reguł.
16. Jak przeżyć sesję
(Prace trwają....)
17. Jak przeżyć sesje poprawkową
(Prace trwają....)
Appendixy
A. Jak odróżnić tandetę od autentyku?
(Prace trwają....)
B. Moje boje, czyli jak zaliczyć semestr w 2 i pół tygodnia
(Prace trwają....)
C. 45 sposobów jak obać nieważny egzamin (external)
AUTOR NIEZNANY
Tlumaczenie: TPHA ROOCK
------------------------------------
http://www.ists.pwr.wroc.pl/~jsuliga
- Przynieś poduszkę. Śpij (albo udaj, że śpisz) aż do ostatnich 15 minut. Obudź się,
powiedz "Jezu, przydałoby się zacząć". Szybko napisz trochę bzdur i oddaj kartkę przed
czasem.
- W chwilę po odebraniu zestawu pytań wybiegnij z sali krzycząc "Józek, Józek mam
tajne dokumenty!"
- Jeżeli to test z matmy/fizy odpowiadaj w formie wypracowania. Jeżeli należy
odpowiadać w formie wypracowania, udziel odpowiedzi matematycznymi symbolami. Bądź
błyskotliwy, wymyśl coś. Używaj symboli SI, rzymskich, znaków matematycznych itp.
- Zrób z pytań testowych samolociki. Staraj się trafić w lewe nozdrze profesora.
- Przez cały egzamin gadaj. Czytaj na glos pytania, konsultuj glośno z samym sobą
odpowiedzi. Kiedy zostaniesz poproszony o umilkniecie krzyknij: "Jestem TAAAAK pewien
odpowiedzi, ze pan słyszy moje myśli!". Zacznij nabijać się z tych żałosnych
fajansiarzy - wliczając w to egzaminującego.
- Zaproś ładne dziewczyny do kibicowania.
- Wejdź, weź kartkę, usiądź. Po pięciu minutach głośno zwróć się do egzaminującego,
"NIC z tego nie rozumiem. Byłem na każdym wykładzie. O co tu chodzi? I kim pan do
cholery jest? Gdzie jest ten co zawsze?"
- Przynieś elektroniczną gierkę, graj z maksymalną głośnością.
- Na kartce odpowiedzi znajdź nowy, ciekawy sposób, by uniknąć odpowiedzi na pytanie.
Na przykład: Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, gdyż godzi ono w moje przekonania
religijne. Wymyśl inne.
- Przynieś swojego chomika (psa, papugę etc. ...)
- Wbiegnij do sali egzaminacyjnej z rozbieganym wzrokiem. Złap oddech. Podejdź do
egzaminatora i powiedz: "Znaleźli mnie, musze uciekać za granicę" i wybiegnij.
- Jakiś kwadrans po rozdaniu pytań podrzyj wszystkie kartki na malutkie kawałeczki,
wyrzuć je w powietrze i krzyknij: "Wesołych Świąt!". Jeżeli z ciebie prawdziwy jajcarz,
poproś o jeszcze jeden egzemplarz pytań, mówiąc, ze poprzedni zgubiłeś. Powtarzaj cały
proceder co kwadrans.
- Odpowiadaj na pytania używając farbek, kredek lub jaskrawych markerów.
- Przyjdź na egzamin w szlafroku, majtkach i ręczniku na głowie.
- Zamień się w ZŁE OBLICZE Liroy'a. Bądź tak wulgarny jak tylko możesz.
- Cały test pisz w innym języku, jeżeli nie znasz, wymyśl! Na teście z matmy/fizy
używaj cyfr rzymskich.
- Rzucaj (wcześniej przygotowanymi) rzeczami w egzaminatora kiedy nie patrzy. Zwal
wszystko na sąsiada.
- Jak tylko egzaminator poda ci pytania, zjedz je.
- Przyjdź na egzamin z wycieczką. Mów, że kręcisz tu swój następny film. Postaraj
się, żeby naprawdę zostali, bądź przekonujący. Powiedz egzaminującemu, że może oczekiwać
procentu z zysków z twojego filmu.
- Co pięć minut, wstawaj, zbierz wszystkie swoje rzeczy. Przesiądź się, kontynuuj test.
- Oddaj sprawdzian około 20 minut po rozpoczęciu. Przy wychodzeniu komentuj banał
jakim były pytania.
- Cały test pisz jakby był testem zamkniętym. Jeżeli rzeczywiście takim jest układaj
z odpowiedzi słowa: (BACA, BABA...)
- Przynieś czarnego markera. Zamaluj wszystkie odpowiedzi na czarno.
- Weź pytania. Po dwudziestu minutach zrzuć kartki na ziemię, krzyknij "Pieprzyć to!"
i wyjdź z podniesioną głową.
- Zorganizuj protest przed początkiem egzaminu. (np. powiedz egzaminującemu, że
jeżeli ktoś nie skończy po godzinie, to test zostaje przerwany i idziemy na piwo).
- Przyjdź kompletnie zalany (tzn. tak, żebyś po pewnym czasie zaczął wołać mamusię)
- Od czasu do czasu, klaśnij dwukrotnie. Jeżeli egzaminator spyta cię dlaczego to
robisz, powiedz mu/jej poważnie, ze "żarówka, która zapala się nad moją głową kiedy
przyjdzie mi do głowy pomysł działa na klaśnięcie"
- Zwracaj na głos uwagę egzaminatorowi jak seksownie dziś wygląda.
- Przyjdź do sali w czarnym płaszczu, po pól godzinie włóż białą maskę i krzycz:
"Jestem tu. To ja - upiór z opery" dopóki nie wyrzucą cię z sali.
- Pójdź na egzamin z przedmiotu, o którym nie masz najmniejszego pojęcia i gdzie
wiesz, ze ilość studentów jest niewielka i profesor poznałby cię gdybyś tam naprawdę
chodził. Stanowczo twierdź, ze byłeś na każdym wykładzie. Walcz o prawo do zdania
egzaminu.
- Kiedy dostaniesz egzamin, obejrzyj go dokładnie z obu stron, po czym wybuchnij
śmiechem i powiedz: "Chyba nie sądzi pan, że będę na to tracił mój cenny czas. W
telewizji leci właśnie 'Moda na Sukces'"
- Weź ze sobą pistolet na wodę.
- Od początku egzaminu mrucz pod nosem melodie z "1 z dziesięciu". Ignoruj prośby
profesora o zaprzestanie. Kiedy wreszcie zmusza cię do opuszczenia sali mrucz muzykę z
"Most na Rzece Kwai"
- Zacznij pijacką burdę w czasie egzaminu.
- Jeżeli to egzamin z przedmiotu ścisłego, wymyśl najdłuższe z możliwych dowodów.
Wciskaj wszędzie Pi i wymyślone liczby. Jeżeli to egzamin humanistyczny, odnoś wszystko
do swojej historii życia.
- Przyjdź w pełnym uzbrojeniu rycerskim (w tym miecz i tarcza)
- Przyjdć z kumplem/kumpela by masował/a ci plecy przez cały czas trwania egzaminu.
Nalegaj by pozostał/a, ponieważ masz złe krążenie.
- Przynieś ściągę Z INNEGO PRZEDMIOTU (to musi być oczywiste!) tak jak daty wojny
stuletniej na algebrę... inaczej masz przerąbane. Przyklej ściągę do kartki z
odpowiedziami z dopiskiem: "Proszę włączyć załączone notatki do całości pracy i używać
jako odnośniki (kiedy tylko wyda się to komisji odpowiednie)"
- Zacznij narzekać na wysoką temperaturę sali. Rozbierz się.
- Gdy dostaniesz już kartkę zawołaj egzaminatora, wskaż na dowolne pytanie i poproś
o odpowiedź. Wyduś to z niego.
- Jedno słowo: Wrestling.
- Przynieś baloniki, nadmuchaj, zacznij rzucać po sali, jak robi się to przed koncertem.
- Namów ludzi by zrobili meksykańska falę.
- Rzucaj sobie z kumplem siedzącym na drugim końcu sali frisbee.
- Zachowuj się normalnie (próbuj!) przez cały egzamin. Mimo prósb egzaminatora o
zakończenie pisania, kontynuuj dopóki wszystkie prace nie zostaną zebrane. Kiedy będą
już złożone w jedna kupkę podejdź do egzaminatora. Jeżeli zacznie opieprzać cię za to,
że spóźniasz się z oddaniem pracy zapytaj się go: "Czy zna pan moje nazwisko?".
Zakładając, ze rzadko kiedy odwiedzałeś salę wykładową, profesor powinien powiedzieć
nie. Możesz śmiało wepchać swoją pracę w losowo wybrane miejsce w środek kupki.
D. ...
(Prace trwają....)
E. ...
(Prace trwają....)
F. spis wszystkich appendixów
(Prace trwają....)
G. ...
(Prace trwają....)
X. Referencje autora (i współautorów)
Caveman Dada Ptica, autor:
Czerwiec 1997 - zdaje egzamin na studia dzienne (informatyka na Politechnice
Gdańskiej)
Październik 1997 - rozpoczyna studia
Styczeń / Luty 1998 - pierwsza sesja egzaminacyjna
Luty 1998 - pierwsze sesja poprawkowa; pierwszy warunek (tzw. krótki)
Czerwiec 1998 - druga sesja egzaminacyjna
Wrzesień 1998 - druga sesja poprawkowa
Październik 1998 - po raz pierwszy wyrzucony ze studiów; pierwszy semestr
brany awansem (cały)
Marzec 1999 - drugi semestr brany awansem (z wyjątkiem dwóch przedmiotów);
pierwsze odpłatne powtarzanie przedmiotu (ze studentami rocznika niżej)
Październik 1999 - po zaliczeniu drugiego semestru przechodzi na semestr piąty
Marzec 2000 - pierwsze nieodpłatne (w ramach warunku) powtarzanie przedmiotów
Czerwiec 2000 - egzamin na drugie studia dzienne (filologia angielska na
Uniwersytecie Gdańskim - zalicza egzamin pisemny, zasypia na ustny)
Październik 2000 - drugi raz wyrzucony ze studiów
(...)
Luty 2001 - drugie odpłatne powtarzanie przedmiotu (ze studentami dwa
roczniki niżej)
Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a