Caveman

Kontakt


         Obserwatorium w Kolorado tętniło życiem. Po korytarzach biegali podekscytowani naukowcy wszelkich dziedzin i ciągle wpatrywali się w migające pulpity. Teraz, po kilku godzinach od pierwszego sygnału, nie było już najmniejszej wątpliwości - tam, z dalekiego kosmosu, przybywał statek kosmiczny obcej cywilizacji i kierował się prosto na ziemię. Właśnie trwały ostatnie obliczenia jego trajektorii.
- Wygląda na to, że zmierzają wprost na Nowy York. - krzyknął jeden z asystentów, wyjmując z komputera kartkę z obliczeniami.
- Szybko, dzwońcie do burmistrza Nowego Yorku. Niech powiadomi mieszkańców. Wciąż nie znamy ich zamiarów...

* * *

         Kilka godzin po ogłoszeniu w radiu i telewizji sensacyjnej informacji na ulicach Nowego Yorku panował niesłychany korek. Wszyscy mniej lub bardziej paranoiczni mieszkańcy usiłowali uciec jak najdalej, zanim jeszcze statek przybędzie. Z drugiej zaś strony do miasta ciągnęły tłumy szaleńców, nawiedzonych oraz wielbicieli Foxa Muldera i Elvisa Presleya. Wchodzili na dachy drapaczy chmur, by jak najlepiej zobaczyć obcy statek. Wreszcie coś zaczęło przebijać się przez chmury. Oczom wszystkich ludzi uwięzionych w korku, stojących na dachach, a także miliardom innych na całej ziemi dzięki telewizji ukazała się sylwetka ogromnego statku kosmicznego. Obraz jego majestatycznego kształtu był zasłaniany przez chmury, samoloty Lotnictwa Wojskowego Stanów Zjednoczonych, których piloci właśnie zdali sobie sprawę, że w razie konfliktu nie mają żadnych szans oraz reklamy proszków do prania na co bardziej barbarzyńskich kanałach telewizyjnych. Wreszcie statek wyłonił się cały z chmur, piloci w samolotach najnowszej generacji stwierdzili, że nic tu po nich, a szefowie barbarzyńskich kanałów zostali zlinczowani przez tłum. Wszyscy na całej ziemi mogli podziwiać. Był to zestaw dwóch dysków o ponad dwukilometrowej średnicy każdy, umieszczonych jeden nad drugim. Połączone były stosunkowo wąskim korytarzem łączącym ich środki. Statek zastygł w miejscu, ludzi zaś, po pierwszych szoku rzucili się do panicznej ucieczki, bądź też histerycznej walki o dobre miejsce podczas pierwszego spotkania z przedstawicielami obcej cywilizacji ze zdwojoną siłą.

* * *

         Statek wisiał bez ruchu nad Nowym Yorkiem już piąty dzień. Wszyscy, którzy z miasta uciec chcieli, uciekli już dawno. Wszyscy, którzy chcieli przybyć do miasta - od pięciu dni głodowali na dachach, gdyż wszystkie niemal sklepy były zamknięte. Tych kilka ostatnich narzuciło kilkusetprocentową marże na wszystkie produkty, które i tak rozeszły się szybko, a nikt nie chciał pojechać z zaopatrzeniem do Miasta Szybkiej Śmierci, jak nazwali Nowy York niemal natychmiast fani filmu 'Dzień Niepodległości'. Wszystko zapowiadało, że i tego dnia nic się nie zmieni i statek wciąż będzie wisiał w jednym miejscu, wywołując głupie kawały na całym świecie i rozdrażnienie obecnych mieszkańców NY. Jednak około godziny 10:30 statek powoli ruszył w kierunku południowym. Za nim nastąpiła procesja nawiedzonych, którzy błyskawicznie poschodzili z dachów. Po godzinie statek zawisł nad polem i powoli zaczął opadać. Gdy tylko dotknął ziemi, dookoła niego ludzie utworzyli okrąg. Po kilku kolejnych minutach wyczekiwania, otworzyły się drzwi. Ze środka statku wyszła dwumetrowa humanoidalna istota koloru zielonkawo-szarego i rzekła głośno poprawną angielszczyzną: - Ludzie! Ziemianie! Amerykanie! Przybyliśmy tu, aby nawiązać kontakt z inteligentną cywilizacją. Całe szczęście udało nam się ją znaleźć w odludnym kosmosie. Jest to gatunek zwany u was muchami. Tak więc nie przeszkadzajcie nam, bo będziemy musieli was zniszczyć... - po czym odwrócił się i wszedł z powrotem do statku, zamykając za sobą drzwi. Jedyne co było słychać wśród skamieniałego ze zdziwienia tłumu, to brzęczenie much...
                                                                                          [24.XI.1997]


Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a