Caveman

Wiersze o mi³o¶ci


Mi³o¶æ
Deszcz
P³omieñ
Roz³±czeni
Nie¶mia³o¶æ
Oda do plecaka
Tak rodzi siê mi³o¶æ

Mi³o¶æ
Moja mi³o¶æ jest wielka jak kartofel.
(Przepraszam, co¶ ze mn± nie tak...)
                            [29.I.98]


Deszcz
Deszcz pada,
kto¶ gada
o jego potrzebie,
lecz ja chcia³bym ujrzeæ Ciebie.

Deszcz leje,
wiatr wieje,
kto¶ moknie,
by ujrzeæ Ciê chocia¿ w oknie.

Deszcz si±pi,
nie sk±pi
ziemi dobra swego,
a Ty wdar³a¶ siê do serca mego.

Deszcz kropi,
kto¶ tropi
my¶li moje,
ja chcia³bym popatrzeæ w oczy Twoje.

Deszcz mokry -
- kto¶ odkry³,
prawda to niemi³a,
a ja chcia³bym, ¿eby¶ tu by³a.
                            [18.VII.1995]


P³omieñ
Czy nie ma ju¿ miejsca na mi³o¶æ,
w tym ¶wiecie narkotyków i pieniêdzy,
czy nie zajdzie taka mo¿liwo¶æ,
¿e b³y¶nie jasny p³omieñ nich spomiêdzy
tej ca³kiem niewinnej mi³o¶ci,
czy te¿ zgaszony on zaraz zostanie
przez tej popularnej m±dro¶ci
Twoich fobii i obsesji wo³anie?
                            [29.I.1997]


Roz³±czeni
Na niebie S³oñce,
trawa na ³±ce,
w¶ród trawy ja,
ka¿dego dnia.

W lesie za nocy,
w¶ród ¶wierszczy mocy,
w¶ród nocnej mg³y,
pod drzewem Ty.

Podczas zachodu S³oñca
na miejscu lasu koñca
nawzajem siê ujrzymy
i na zawsze siê z³±czymy.
                            [24.II.1996]


Nie¶mia³o¶æ
Mijam Ciê na ulicy,
Spotykam w autobusie,
Widzê Ciê kilka chwil,
I znikasz - czy zawsze tak ju¿ byæ musi?

To jeste¶ smuk³± blondynk±
O oczach w kolorze turkusu,
To znów kociook± rudow³os±
Widzian± w oknie autobusu.

Czasem masz lat szesna¶cie,
Czasem ponad dwa razy wiêcej,
Od jak dawna Ciê widzê - nie wiem,
Nie siêgam ju¿ pamiêci±.

Dzi¶ znowu Ciê spotka³em
Id±c do tego baru,
A teraz widzê Ciê ponownie
Spogl±daj±c± zza kontuaru.

Gdy tylko na mnie spojrzysz
Trwo¿eje moja dusza,
A sama Twa obecno¶æ
Liryczn± jej strunê porusza.

Ty¶ jest moj± Wen±,
Dla Ciebie chcê dzisiaj ¿yæ,
Lecz jak Ci o tym powiedzieæ?
Nie umiem, choæ z samotno¶ci mam ochotê wyæ.

Onie¶mielasz mnie sw± urod±,
Bojê siê Ci oznajmiæ o mej mi³o¶ci,
Robiê z siebie g³upka,
A wszystko z powodu mej nie¶mia³o¶ci.

Chcia³bym móc Ci to przekazaæ,
Chcia³bym umieæ to wprost powiedzieæ,
Lecz zamiast tego dajê dziwne znaki,
O ich znaczeniu nie mo¿esz nic wiedzieæ.

Chcê Ciê dzi¶ przytuliæ,
Ca³owaæ i pie¶ciæ - ca³ymi godzinami,
Lecz niestety, ach, jak niestety,
Marzenia te pozostan± marzeniami.

Gdy¿ z powodu nie¶mia³o¶ci w³a¶nie Ty,
Kobieta mojego ¿ycia,
Okazujesz siê byæ t± jedyn±
Barier± dla mnie nie do przebycia.
                            [03.03.0]


Oda do plecaka
O, plecaku mój Ty mi³y!
Wszystkie me mi³o¶ci dawno siê prze¿y³y,
lecz gdy tylko spojrzê na Ciebie,
czujê siê jak w siódmym niebie,
mijaj± wszystkie me udrêki…
Ach, jaki¶ Ty w dotyku miêkki!
O, plecaku mój Ty s³odki,
kocham Ciê bardziej od Ko³odki,
za Ciebie chêtnie odda³bym ¿ycie,
co wyznajê ca³kiem nieskrycie,
bo Ciebie pragnê, Ciebie potrzebujê…
Lecz nasze szczê¶cie rujnuje,
Twój okrutny w³a¶ciciel,
a mój by³y przyjaciel.
Robi on wszystko, co w mocy jego,
by nie dopu¶ciæ do szczê¶cia naszego.
Jest on przyczyn± mojej troski,
gdy¿ nie dopuszcza, by kszta³t Twój boski
wszed³ w moje pole widzenia,
a moje wszystkie marzenia
powoduj± tylko jego pusty ¶miech.
Nie wie on, jak wielki to grzech
rozdzielaæ nas od siebie.
Wierzê, ¿e gdy znajdê siê ju¿ w niebie,
bêdziesz tam razem ze mn±.
Ach, jak¿e ogromn± gehenn±
bez Twego widoku jest ¿ycie,
powoduje do ksiê¿yca me wycie.
Nie dane nam szczê¶cie na ziemi tej,
lecz przyczyn± nadziei mej
jest pewno¶æ, ¿e w niebie
natkniemy siê na siebie.
                            [17/18.I.1997]


Tak rodzi siê mi³o¶æ
                            Asi

Najpierw u¶miech nie¶mia³y,
Zbyty mo¿e milczeniem,
Potem spojrzenie delikatne,
Przepe³nione pragnieniem,
Tak rodzi siê mi³o¶æ...

Pierwsza taka rozmowa,
Bez ¿adnego tematu,
Pod¶wiadome wyczucie
Ocieplenia klimatu,
Tak rodzi siê mi³o¶æ...

Kr±¿± my¶li po g³owie:
Czy to aby na pewno?
Czy to tylko wyobra¼nia
G³owy mojej wewn±trz?
Tak rodzi siê mi³o¶æ...

Pierwsza chwila rozpaczy -
U¶miech nieodwzajemniony.
Fala ulgi w mej duszy -
Wypadek niepowtórzony.
Tak rodzi siê mi³o¶æ...

Wspólne wyjazdy, noclegi,
Mocno we mnie wtulona,
A gdy oczy zamykam -
Równie piêkna, wy¶niona.
Tak rodzi siê mi³o¶æ...

Wreszcie dotyk Jej twarzy,
Od mg³y delikatniejszej
Powoli, by nie uroniæ
Chwili nawet najmniejszej,
Tak rodzi siê mi³o¶æ...

Wci±¿ pewniejszym siê staje,
choæ nie pad³o ni s³owo,
¯e to w³a¶nie z Ni±
Rozpocznê swe ¿ycie na nowo.
Tak rodzi siê mi³o¶æ...

Nastêpnie taniec d³oni,
Które koñcz± splecione
I chêæ przeogromna, by wspólnie
Zatañczyæ tak lekko jak one.
Tak rodzi siê mi³o¶æ...

I choæ wci±¿ nie pada s³owo,
Wszystko dzieje siê w milczeniu,
Ju¿ siê niczego nie obawiam,
Pewny w swym upojeniu,
Tak rodzi siê mi³o¶æ...

Wci±¿ spotkania kolejne,
Coraz bli¿ej i wiêcej,
A przy ka¿dym spotkaniu
Robi siê coraz gorêcej,
Tak rodzi siê mi³o¶æ...

Wargi nasze spierzchniête,
Kr±¿± wokó³ siebie,
A im mniejsza odleg³o¶æ,
Tym bli¿ej chcê byæ Ciebie,
Tak rodzi siê mi³o¶æ...

D³onie razem splecione,
Mocno w siebie wtuleni,
Poca³unek pieczêci±,
Oddechem wspólnym z³±czeni,
Tak w³a¶nie rodzi siê mi³o¶æ...
                            [19/21.6.0]


Powrót do indeksu tfu!rczo¶ci Caveman'a