Caveman

Morderca (1)


         Adam od godziny usiłował obejrzeć w spokoju ten mecz. Ciągle coś mu przeszkadzało. Wpierw telefon od ciotki. Spławił ją dopiero po pięciu minutach jej słowotoku i przez to nie widział pierwszego gola Arsenalu. Potem była awaria sieci energetycznej i kolejne dziesięć minut wpatrywał się w czarną głębię ekranu mląc w ustach przekleństwa. Gdy sieć naprawiono, było już 2:1 dla Manchesteru. Strasznie wkurzony tym faktem, postanowił, że nic go nie odciągnie od ekranu. Teraz, na początku drugiej połowy, nagle ktoś zapukał do jego drzwi. 'Nie otworzę.' - pomyślał. Pukanie rozległo się ponownie. 'Odejdź, idź precz, nie ma mnie!' - myślał, wciąż starając się skupić na meczu. Właśnie napastnik Arsenalu starał się zdobyć wyrównującą bramkę. Pukanie rozległo się po raz trzeci. Adam wkurzony wstał i podbiegł do drzwi, wciąż patrząc na ekran. Szybkim ruchem otworzył drzwi. Za nimi stał wysoki mężczyzna w czarnym płaszczu i ciemnych okularach. 'Czego?' warknął niemal Adam, chcąc jak najszybciej zakończyć rozmowę. 'Pan Frenet?' - zapytał osobnik. Adam pokiwał twierdząco głową, wciąż usiłując wsłuchać się w sprawozdanie z meczu. 'Pan Adam Frenet?' - zapytał jeszcze raz osobnik. 'Tak, czego?!' - wrzasnął zirytowany Adam, słysząc dochodzącą z telewizora wrzawę na trybunach stadionu po wyrównującym golu. 'Właściwie już nic.' - odrzekł spokojnie osobnik, wyjmując spod płaszcza pistolet i strzelając Adamowi prosto między oczy.
                                                                                          [19.XI.1997]


Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a