Caveman

Nietrwałość


         Roman był rzeźbiarzem. Od dziecka fascynowały go kształty, możliwość zmiany jednej rzeczy w inną, bardziej bajkową, bardziej fantastyczną. Lecz został rzeźbiarzem bardzo nietypowym, gdyż rzeźbił w dymie. Przygoda z dymem zaczęła się już w szkole średniej, gdy palił po kryjomu papierosy, lecz dopiero na studiach doszedł do tego, ile fantazyjnych, baśniowych kształtów można stworzyć wydmuchując w odpowiedni sposób dym. Rzucił studia - a raczej to one rzuciły go, gdyż cały swój wolny czas poświęcał tylko tej idei. Wciąż ćwiczył, ucząc się wydmuchiwać dym w odpowiedni sposób - nie za szybko, by nie zmienił się on w mało interesujący walec i nie za wolno, by skorzystać z całego dymu w płucach. Eksperymentował z różnymi materiałami - palił Ultra Light'y, zwykłe papierosy, Extra Mocne bez filtra, cygara, fajkę, marihuanę, haszysz, nawet herbatę. Wszystko po to, by umieć wydobyć to, na co miał w danej chwili ochotę...
         Wreszcie, po kilku latach ćwiczeń nadszedł ten dzień - jego pierwszej wystawy. Została przyjęta z umiarkowanym zachwytem, lecz on już wiedział, że znalazł swoje powołanie. Często robił pokazy swych umiejętności w barach, przeważnie nawet zarabiał na tym, a pewnego dnia właściciel jednego lokalu postanowił zatrudnić go na etat, gdyż przyciągał klientów. Lecz - jak każda osobliwość - po paru miesiącach się znudził i właściciel go zwolnił. On jednak żył wciąż pracując nad warsztatem i oczekując kolejnych wystaw. Zdarzały się one, jednak rzadko i przeważnie w mało znanych salach. Sztuka jego nie mogła być pokazywana z oczywistych względów szerszej publiczności. Po kolejnych wystawach zyskał grono sympatyków, wreszcie zaczęto jego dzieła traktować jak sztukę, nie jak jarmarczne sztuczki. Zyskał to, na czym mu tak bardzo zależało.
         Lecz teraz zaczął go trapić inny problem - problem nietrwałości jego dzieł. Żadne, dosłownie żadne nie przetrwało dłużej niż kilkanaście sekund. A przecież, jak każdy artysta, marzył o wieczności! 'Może to taki okres w życiu' - pomyślał - 'że człowiekowi zaczyna zależeć na trwałości. W końcu niedługo dobiegnę czterdziestu lat, przełomowego wieku...'. Rozmyślał tak idąc do lekarza na kolejne okresowe badanie - a w tym zawodzie było ono koniecznością. Nieświadom niczego planował kolejne wystawy, kolejne metody, by przedłużyć życie swych dzieł, kolejne eksperymenty, by uzyskać jeszcze barwniejsze i ciekawsze kształty...
         Wyniki badań położyły kres jego marzeniom. Okazało się, że ma raka płuc. Lekarz co prawda mówił, że operacja usunie go, lecz powiedział potem zdanie, którego Roman zawsze się bał, choć nie sądził, żeby ktokolwiek mógł je wypowiedzieć: 'Musi Pan przestać palić. Inaczej operacja nie będzie miała najmniejszego sensu...'. Podziękował lekarzowi, i wyszedł od niego wprost na mroźną ulicę. Czuł, jak wraz z drzwiami od pokoju lekarza, zatrzasnęła się jego wieczność...
                                                                                          [14.11.0, godz. 03:04]

Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a