Caveman

Arka Noego

        (Rodzaju 6-8)


         Przed owym dniem Noe był przeciętnym rolnikiem, jakich wielu żyło podówczas. Rzeczywiście, był bardziej bogobojny niż reszta, która złorzeczyła, gdy tylko plony się nie udały, bardziej uczciwy niż pozostali, którym coraz bardziej chodziło o pieniądze, a nie o uczciwą pracę, ale oprócz tego nie wyróżniał się niczym. Miał żonę, trójkę żonatych już synów, spodziewał się, że niedługo któryś z nich powiadomi go o tym, że za parę miesięcy zostanie dziadkiem. Dzień w dzień uprawiał rolę, spotykał się z sąsiadami, od czasu do czasu wypił z nimi własnoręcznie zrobione wino. Prowadził życie jakich wiele, aż do tego pamiętnego dnia...
         Tego dnia, jak zawsze w czwartek, spotkał się z sąsiadami, by w ich towarzystwie degustować wino. Nie pili go dużo, może trochę więcej niż zawsze. Po kilku godzinach rozmów Noe stwierdził, że czas wracać do domu. Pożegnawszy się ruszył więc wolnym krokiem, lekko się zataczając. Gdy dotarł, żona już spała. Położył się więc cicho obok niej i zasnął.
         Obudził się w środku nocy. Wydawało mu się, że ktoś go woła. Usiadł, rozejrzał się wkoło, ale nikogo nie widział. Przez chwilę nasłuchiwał, ale nic nie było słychać. Położył się ponownie, zamknął oczy i znów usłyszał swe imię. Gdy otworzył oczy po raz drugi, ujrzał Pana w całym swym blasku i chwale i usłyszał słowa:
         "Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo ziemia jest pełna wykroczeń przeciw mnie; zatem zniszczę ich wraz z ziemią. Ty zaś zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego, uczyń w arce przegrody i powlecz ją smołą wewnątrz i zewnątrz. A oto, jak masz ją wykonać: długość arki - trzysta łokci, pięćdziesiąt łokci jej szerokość i wysokość jej - trzydzieści łokci. Nakrycie arki, przepuszczające światło, sporządzisz na łokieć wysokie i zrobisz wejście do arki w jej bocznej ścianie; uczyń przegrody: dolną, drugą i trzecią. Ja zaś sprowadzę na ziemię potop, aby zniszczyć wszelką istotę pod niebem, w której jest tchnienie życia; wszystko, co istnieje na ziemi, wyginie, ale z tobą zawrę przymierze. Wejdź przeto do arki z synami twymi, z żoną i z żonami twych synów. Spośród wszystkich istot żyjących wprowadź do arki po parze, samca i samicę, aby ocalały wraz z tobą od zagłady. Z każdego gatunku ptactwa, bydła i zwierząt pełzających po ziemi po parze; niechaj wejdą do ciebie, aby nie wyginęły. A ty nabierz sobie wszelkiej żywności - wszystkiego, co nadaje się do jedzenia - i zgromadź u siebie, aby była na pokarm dla ciebie i na paszę dla zwierząt."...
         Noe obudził się rano. Gdy tylko przypomniało mu się wydarzenie z nocy, powiedział o nim żonie. Ta wyśmiała go. 'Oczywiście, że widziałeś. Zobaczył byś jeszcze więcej, gdybyś wypił jeszcze jedną butelkę wina więcej.'. Ale Noe wiedział, kogo ujrzał w nocy i pamiętał słowa Pana. Zamiast próbować się tłumaczyć, zabrał się do pracy nad arką.
         Mijały dni, tygodnie i miesiące, a Noe wciąż budował arkę. Rodzina, sąsiedzi, a potem nawet mieszkańcy okolicznych wsi wyśmiewali się z niego. Nikt nie wierzył w prawdziwość jego wizji, zwłaszcza po wieczornej libacji, nikt mu też nie pomagał. Z wyjątkiem synów, lecz ich pomoc była sporadyczna - czasem pomogli coś przenosić, przybijać strop, ale robili to z rzadka. A arka rosła w oczach. Noe nie przerywał pracy. Ani wiatr, ani deszcz, ani ziąb, ani szyderstwa bliźnich nie powstrzymywały go od dalszej pracy. I choć żona często narzekała na niego, że zamiast pracować na roli buduje to 'coś', choć rodzina wstydziła się mu pomagać, choć sąsiedzi często siadywali nieopodal i patrzyli na jego dzieło, wyśmiewając się z niego, on nie ustawał. A arka rosła w oczach...
         Po kilku miesiącach arka była niemal gotowa. A im bliżej było końca jej budowy, tym częściej rolnicy przychodzili ją podziwiać, a nie tylko naśmiewać się z Noego. I tym dalej sięgała jej sława. Wpierw przybywali rolnicy z sąsiednich wiosek, potem z oddalonych o kilkanaście kilometrów, potem z takich, do których podróż trwała dobrych parę godzin... Aż wreszcie pewnego dnia przybył zobaczyć arkę bogaty człowiek z miasta wraz z całym orszakiem swych popleczników, pomocników i ochrony. Obejrzał arkę, zobaczył uwijającego się przy niej Noego, podszedł do niego i oznajmił mu: "Kupuję tę arkę.". Noe nie przerywając pracy odrzekł, że arka nie jest na sprzedaż. Bogacz rozejrzał się po wiosce i oznajmił to ponownie, podając tym razem cenę. Wieśniacy, którzy ją usłyszeli, zbledli. Za te pieniądze Noe mógł kupić pół wioski. Jednak Noe pamiętał słowa Pana i odmówił bogaczowi. Bogacz podwoił cenę. Noe odmówił znów. Jego żona, która się przysłuchiwała tej rozmowie, zemdlała usłyszawszy, że Noe tak łatwo rezygnuje z takich pieniędzy. Bogacz znów podwoił sumę, którą gotów byłby zapłacić. Noe odmówił po raz trzeci. Wtedy zdenerwowany bogacz nazwał go człowiekiem niespełna rozumu i wrócił do miasta, by tam kazać zbudować sobie arkę dwa razy większą.
         Noe był dumny, że udało mu się oprzeć pokusie. Zaś jego żona tej nocy długo płakała na myśl o utraconych pieniądzach i coraz bardziej wierzyła, że jej mąż jest niespełna rozumu...
         Parę dni później arka była gotowa. Wszystko było zrobione dokładnie według wskazówek Pana. Noe był zadowolony, że udało mu się dokończyć budowę. Wieczorem, by uczcić koniec pracy, znów poszedł spotkać się z sąsiadami i napić się z tej okazji wina. Lecz sąsiedzi nie byli zbyt skorzy do rozmowy. Noe opuścił ich więc szybko ich towarzystwo i wrócił do domu. Lecz po kilku miesiącach pracy, wino niespodziewanie szybko uderzyło mu do głowy. Kiedy więc wracał lekko się zataczając, postanowił jeszcze raz przyjrzeć się arce. Obszedł ją raz i drugi, wszedł do środka, sprawdził przegrody... Wino zaczęło go jednak morzyć. Położył się w kącie jednego z pomieszczeń na stercie siana, które tam przyniósł w czasie pracy i zasnął.
         W nocy coś go obudziło. Wpierw myślał, że być może to szczury, które już znalazły sobie miejsce, ale już po chwili zorientował się, że znów Pan do niego przemawia:
         "Wejdź wraz z całą twą rodziną do arki, bo przekonałem się, że tylko ty jesteś wobec mnie prawy wśród tego pokolenia. Z wszelkich zwierząt czystych weź z sobą siedem samców i siedem samic, ze zwierząt zaś nieczystych po jednej parze: samca i samicę; również i z ptactwa - po siedem samców i po siedem samic, aby w ten sposób zachować ich potomstwo dla całej ziemi. Bo za siedem dni spuszczę na ziemię deszcz, który będzie padał czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aby wyniszczyć wszystko, co istnieje na powierzchni ziemi - cokolwiek stworzyłem."
         Rano obudziwszy się, Noe zaczął zbierać żywność. Chodził po lasach, łąkach i polach, zapakował na arkę całą żywność, którą posiadał w domu, a także zaczął pożyczać ją od sąsiadów. Lecz z tym miał problem. Sąsiedzi albo zamykali przed nim drzwi, albo udawali, że nie ma ich w domu, albo nie chcieli mu nic pożyczyć, mówiąc mu w twarz, że jest wariatem. Noe jednak nie przejął się tym i zbierał żywność dalej. Noce spędzał na arce, obawiając się, że ktoś może ukraść zebrane z takim trudem pożywienie. I tak minęło sześć dni...
         Siódmego dnia zaczęło kropić. Nic dziwnego, normalny o tej porze roku deszczyk, ale Noe wiedział, że to zwiastun potopu. Ludzie zaś, choć być może lekko zaniepokojeni opowieściami Noego, nie przejęli się tym zbytnio i z ciekawością obserwowali, jak Noe wprowadza żonę i synów z żonami na arkę wraz z całym inwentarzem - krowami, końmi i drobiem. Patrzyli na to niecodzienne widowisko, po czym wrócili przemoczeni do swych domów, naśmiewając się z szaleńców. Następnego dnia deszczyk zaczął nabierać na sile, zaś pod arką zaczęły się zbierać zwierzęta - i łagodne, jak owce, czy ptaki, i drapieżne, jak lwy, czy tygrysy, i takie, których nikt ze wsi wcześniej nie widział - egzotyczne, różnokolorowe dziwolągi. Ludność przypatrywała się im z zaciekawieniem z bezpiecznej odległości, aż wreszcie zobaczyli, jak Noe otwiera arkę i zwierzęta parami wchodzą do środka - para za parą, lwy za owcami, tygrysy za krowami - i żadne zwierzę nie atakuje ani Noego, ani innych zwierząt. Wtedy zaczęto wierzyć w widzenia Noego.
         Ludzie wpadli w panikę. Wiedzieli, że oto nastąpił potop, a każdy chciał się uratować. Wszyscy sami budowali łodzie, nieskładne tratwy, nędzne imitacje arki, lecz budowniczy wiedzieli, że przy takim deszczu i wzmagającym się wietrze nie mają zbytnich szans na przeżycie. Skutkiem tego, wszyscy prędzej czy później dochodzili do tego samego wniosku...
         Pierwsza była kobieta z drugiego końca wsi. Wciąż pamiętając o tym, że Noe zbierał żywność, stanęła pod arką z koszami wypełnionymi jedzeniem. Noe wyszedł do niej i usłyszał z jej ust, że przynosi tą żywność w zamian za miejsce na arce. Noe odmówił, wciąż pamiętając niedawne słowa Pana. Kobieta błagała go, prosiła, ale Noe przestrzegał słów Pana. Wreszcie ruszył z powrotem do arki, a kobieta za jego plecami rozpłakała się. Noe zamknął za sobą wrota arki, oparł się o nie plecami i również zapłakał. Teraz dopiero pojął, że wszystkie te szyderstwa, wyzwiska, krzywe spojrzenia to było nic w porównaniu z tym, co będzie musiał przeżyć teraz - a będzie musiał patrzeć, jak cały jego lud wymiera, jak umierają wszyscy, których znał, których lubił... Płakał długo i rzewnie, w głębi duszy wiedząc, że wolałby być wyśmiewanym szaleńcem, niż obserwatorem zagłady...
         A na zewnątrz arki ludzie ujrzawszy drogę zgromadzili się wokół arki. Wyśmiali wciąż płaczącą kobietę za to, że usiłowała wykupić za żywność. Oni przynieśli złoto, drogocenne drobiazgi, pewni, że wystarczy dać odpowiednio dużo, by miejsce na arce się znalazło. Pukali tak długo, aż Noe wyszedł do nich. Pokazywali mu cenności, a Noe odmawiał. Lecz oni nie słuchali go. Gdy mówił o rozkazach Pana, rozsiewali zwątpienie. 'Któż to niby jest ten Pan, że aby dopełnić jego rozkazu musisz nas tu zostawić i zamordować z zimną krwią?'. I mimo, że głośno chwalił Pana, w sercu zaczął z wolna wątpić w jego dobroć. A ludzi nie ustawiali. Gdy Noe mówił o braku miejsca, kazali mu wyrzucić nieco zwierząt: 'Kim tyś jest, że wolisz towarzystwo krowy od własnych sąsiadów?'. Noe zaprzeczał, głośno chwalił Pana, wychwalał jego plan, lecz, gdy tylko udało mu się wrócić na arkę, zaczął wątpić i rozmyślać. A ludzie byli coraz bardziej zdesperowani. Gdy wiedzieli, że przekupstwo nic nie da, spróbowali użyć gróźb. Stali wokół arki w strumieniach coraz obfitszego deszczu, po kolana już w wodzie i grozili, że jeżeli zaraz nie znajdzie się dla nich miejsce na arce, to spalą ją. Noe siedział przestraszony w arce i bał się, że arka zostanie zniszczona i nikt nie przetrwa. A ludzie próbowali podpalić arkę, lecz ta była już zbyt przemoczona, by zapłonąć. Noe odetchnął z ulgą, lecz nagle zaczął słyszeć miarowe uderzenia o arkę. Ludzie z zewnątrz wpadli w histerię. Każdy wiedział, że jeżeli on nie popłynie arką, to nikt nie powinien płynąć, więc arka musi zostać zniszczona. Noe był przerażony, bał się, że wszystko wyginie, jeżeli czegoś nie zrobi. Wybiegł więc z arki, by przekazać ludziom, że jeżeli arka zostania zniszczona na ziemi nie pozostanie nikt żywy. Nie zdążył. Nie wiadomo kto cisnął pierwszym kamieniem. Jednak trafił on Noego w ramię. Polała się pierwsza krew. Lud oszalał, gdyż ujrzał swą drogę do dalszego życia: otwarte wrota arki. Tłum ruszył w stronę wrót, nie zwracając uwagi na starca, którego zdeptał po drodze. Chodziło tylko o jedno: by dostać się na arkę i zatrzasnąć za sobą wrota. Po chwili tłum siedział już w arce. Było ciasno, trzeba było się czegoś pozbyć. Jako pierwsi za burtę wyrzuceni zostali synowie i żona Noego, jako spiskowcy, szaleńcy i mordercy. Potem egzotyczne zwierzęta, gdyż nikt nie wiedział, do czego miałyby służyć. Teraz miejsca było już dosyć. Poziom wody na zewnątrz podniósł się na tyle, że arka oderwała się od podłoża i zaczęła płynąć. Ludzie wiwatowali.
         Z zewnątrz wiwatom z odpływającej arki przyglądała się coraz bardziej zanurzona ranna rodzina zdeptanego Noego, stojąca wokół jego ciała. Wiedzieli, że nie ma dla nich ratunku i że w przeciągu kilku godzin umrą. Patrzyli z miłością na zmasakrowane ciało człowieka, którego wyszydzali, którego się wstydzili, któremu nie wierzyli - Noego, posłusznego wykonawcy rozkazów Pana, Noego, Odnowiciela Ziemi. A z oddalającej się arki dochodziły coraz cichsze wiwaty stworzycieli nowego ładu...

Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a