Caveman
Ostatni klient
Wschodzące słońce dostawało się do baru przez szpary w drzwiach. W barze siedział już tylko jeden klient, mocno zalany. Był to starszy, łysiejący już siwy mężczyzna o dobrotliwej twarzy, ubrany w od lat już niemodną marynarkę i koszulę. Przez cały czas pił na smutno i już od północy usiłował zagadać z barmanem. Teraz dochodziła już piąta. Barman po całonocnym dyżurze za barem był cholernie zmęczony. Przeważnie kończył robotę już o północy, ale dziś musiał pracować aż do ostatniego klienta. A ostatni klient już od kilku godzin usiłował się mu wyżalić. Ciągle tylko powtarzał: 'Jak to wszystko się spieprzyło! Jak się cholernie spieprzyło!'. Wreszcie zdenerwowany barman, zamiast kulturalnie potakiwać, wyrzucił z siebie: 'Panie, a co mnie obchodzą pańskie prywatne problemy?!'. Teraz też dodał, że on chce już iść spać, tylko on mu przeszkadza. Na to gość obruszył się i zaczął z irytacją krzyczeć: 'Nagle wszystkim zaczynam przeszkadzać. Wszyscy coś ode mnie chcą, a jak ja chcę czyjejś pomocy, to nagle wszystkim przeszkadzam! Jasna cholera...', po czym wypił jednym łykiem szklankę whisky i ciszej już dodał: 'Jeszcze jedną poproszę...'. Barman chcąc się go pozbyć, zapytał sarkastycznie: 'A stać pana jeszcze?', na co staruszek sięgnął do kieszenie zamaszystym gestem i położył na kontuarze garść pomiętych banknotów. Barman nalał gościowi jeszcze jedną kolejkę, a gdy ten wypił ją, poprosił go o opuszczenie lokalu. 'Panie, pan wiesz kto ja jestem?! Czy ty sobie w ogóle zdajesz sobie sprawę, z kim ty rozmawiasz?! Czy ty masz o tym jakiekolwiek pojęcie?!' - zaczął awanturować się staruszek. 'A niech to, kolejny będzie opowiadał niestworzone historie o sobie. Niedługo chyba zaczną podawać się za Boga'- pomyślał barman. Całe szczęście klienta zmorzyło po ostatniej kolejce i zasnął z głową na blacie mamrocząc co chwilę: 'Jak to się wszystko spieprzyło...'. Barman uśmiechnął się i gdy odwrócił się, by zadzwonić po zaznajomionych policjantów z Izby Wytrzeźwień, usłyszał za sobą odgłos otwieranych drzwi. 'Już zamknięte' - chciał powiedzieć, ale gdy się odwrócił, głos uwiązł mu w gardle. Do jego baru weszło dwóch aniołów. Autentycznych aniołów. Mieli skrzydła, aureolki i nie było możliwości, by byli czymś innym niż aniołami. Anioły podeszły do zalanego staruszka, po czym pomogły mu wstać i wzięły go pod ramiona. Jeden z nich rzekł do stojącego wciąż w bezruchu barmana: 'Pan wybaczy szefowi'. Barman pokiwał tylko bezrozumnie głową, a gdy tylko ta trójka znikła za drzwiami do jego baru usłyszał swoją spóźnioną odpowiedź: 'Oczywiście. Ma powód. Rzeczywiście wszystko się spieprzyło...'.
[17.XI.1997]
Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a