Caveman
Paranoja
Zamknął na klucz kolejne drzwi, tym razem od sypialni. Zapalił światło i dokładnie
rozejrzał się po pokoju, dodając równocześnie klucz od pokoju do kółka innych kluczy,
między innymi 4 od drzwi wejściowych, jeden od samochodu, jeden od metalowej sztaby na
kierownicę, po jednym od każdych drzwi w domu, z wyjątkiem drzwi od sypialni: te były
zamykane na trzy klucze. Drzwi te były wzmocnione stalową płachtą wewnątrz, gdyż
szczególnie się obawiał, że ktoś najdzie go w nocy, w jego własnej sypialni. Zamknął
na kłódki kraty z zewnętrznej strony okna, samo okno także zamknął na kłódkę, a na
koniec zasunął metalowe rolety, zamykane na klucz. Podejrzewał, niemal wiedział, że
wzbudza powszechną śmieszność tą swoją paranoją, ale nie mógł nic na to poradzić. Nie
mógłby zasnąć wiedząc, że ktoś może wkraść się do jego mieszkania. Niemal wszystko było
zamykane na klucz, by utrudnić ewentualnym włamywaczom poruszanie się po domu. Teraz,
kiedy wszystko zamknął, spokojnie położył się na łóżku i już po kilku minutach spał.
Obudził się wczesnym rankiem, jak zawsze. Naturalną konsekwencją takiej ilości zamków
było wydłużenie czasu potrzebnego na poranne wyjście z domu. Odruchowo sięgnął po
klucze i przeżył chwilę przerażenia - kluczy nie było. Czym prędzej poderwał się z
łóżka i zaczął rozglądać się za kluczami. Nigdzie nie mógł ich znaleźć. Szukał pod
łóżkiem, w okolicy stolika, ale nigdzie ich nie było. Przejrzał każdy dostępny zakątek
sypialni. Nic. Z rozpaczy zaczął walić pięściami w drzwi. Nie odniosło to żadnego
skutku, tylko zabolały go ręce. Próbował podnieść rolety, ale bez klucza było to
niemożliwe. Postanowił więc, że rzuci w nie krzesłem. W momencie, gdy krzesło w kilku
częściach opadło na ziemię nie wywołując nawet wgłębienia w roletach przypomniał sobie,
że sprzedawca zgodnie z jego życzeniem sprzedał mu najmocniejsze i najodporniejsze
rolety. Usiadł zrozpaczony na łóżku i zaczął się rozglądać. Bez kluczy nie mógł nic
zrobić, a kluczy nie było w tym pokoju! Zaczął rzucać meblami w drzwi w rolety, lecz
efekt zawsze był ten sam: mebel był niszczony, a na drzwiach nie było nawet
najmniejszego śladu. Usiadł wreszcie na środku pokoju, w śród ruin mebli i
zrozpaczony i zmęczony. Zaczął krzyczeć, wyć, wstał tylko po to, by walić w ściany. Nie
dochodziła do niego myśl, że ściany, zgodnie z jego życzeniem, są dźwiękoszczelne.
Krzyczał tak bez końca, lecz nikt go nie słyszał...
[13.II.99, 01:42]
Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a