Caveman
Początek
Obudził się z cholernym kacem. Zanim jeszcze zdążył otworzyć oczy, wyszeptał kilka
słów dokładnie oddających jego stan:
- O kurwa! Mój łeb...
Po chwili otworzył oczy. Było cholernie ciemno. Wstał więc i mamrocząc pod nosem zaczął
iść powoli chwiejnym krokiem.
- Kurwa, ale tu ciemno... Gdzie ten włącznik?...
Wreszcie doczłapał do ściany. Ręką natrafił na włącznik światła. Przycisnął go. Nagły
błysk światła oślepił go. Dopiero po dłuższej chwili zaczął odróżniać kształty. Wydawały
mu się znajome, aczkolwiek nie był do końca pewien gdzie się znajduje. Cały czas
zastanawiał się nad przyczyną kaca. Z poprzedniego wieczoru nie pamiętał zbyt wiele,
tylko jakieś skrawki myśli. Pamiętał, że była wielka popijawa z jakieś ważnej okazji,
ale za cholerę nie mógł sobie przypomnieć, co to za okazja. Przez jego usta przechodziły
kolejne słowa:
- Pić... coś do picia... wody...
Kątem oka zauważył butelkę. Otworzył ją i całą zawartość wlał do gardła, rozlewając
niemało po podłodze. Suchość w gardle minęła. Zaczął się rozglądać za czymś do jedzenia,
gdyż w jego umyśle pojawiły się kolejne obrazy z wczorajszego wieczoru. Zarzygał komuś
mieszkanie. Teraz jednak obchodził go tylko jego głód. Obok siebie zauważył kiść
winogron. Siadł na podłodze i jedząc je starał sobie przypomnieć przyczynę kaca.
Impreza była z okazji końca czegoś... Czegoś ważnego... Niestety, ból głowy nie pozwalał
mu myśleć. Wstał więc niezdarnie, tylko po to, by po chwili runąć na akwarium. Woda i
ryby rozlały się po całej podłodze.
- Śledziki - wymamrotał. Przeklinając usiłował wstać raz jeszcze. Tym razem jednak
poszło mu lepiej. Usiłował dojść do łazienki, opierając się o każdy napotkany
przedmiot. Z tego powodu na podłodze po chwili znalazło się terrarium z myszami,
pudełko z karaluchami, terrarium z wężami i klatka dla papugi. Sam ptak latał pod
sufitem. 'Po jaką cholerę mi tyle zwierząt?... Wypierdolę je wszystkie, jak tylko
dojdę do siebie...' - myślał dążąc w kierunku łazienki. 'Jeszcze tylko ludzi mi tu
brakuje...'. Lecz pomyślał to w złą godzinę. Pod drzwiami do łazienki spał jakiś
człowiek. 'A ten tu skąd?... Widzę go pierwszy raz...'. Usiłował zignorować człowieka
i otworzyć drzwi od łazienki, ale śpiący blokował je. Kopnął więc śpiącego. Usłyszał
trzask łamanego żebra. Leżący z jękiem odsunął się od drzwi. Wchodząc do łazienki
zauważył, że do leżącego podbiegła jakaś kobieta. 'Kurwa, co tu się dzieje?...'
Odkręcił kurek i zanurzył twarz pod zimną wodę. Pomogło. Wreszcie sobie przypomniał
okazję, z jakiej świętowali. Odchodził na emeryturę. Zniszczył tamten świat i miał
wolne. 'Chyba wyjadę gdzieś w cieplejszy klimat. Tu jest cholernie...' Nagle coś sobie
przypomniał. Wyskoczył jak opętany z łazienki i rozejrzał się dookoła.
- Nie, kurwa, nie znowu... - wydobyło się mimowolnie z jego ust.
W tym momencie do kobiety podpełzł wąż z jabłkiem w pysku. Kobieta wzięła jabłko,
ugryzła i dała mężczyźnie, który usiłował wstać.
- Wypierdalać! - krzyknął, czując, że jego plany zostały pokrzyżowane i parę kolejnych
tysiącleci będzie musiał spędzić na tym zadupiu. - Won stąd! Kurwa, za co?...
[18.XI.96]
Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a