Caveman

Reanimacja


         Wbiegł na peron. Zobaczył jedynie tył odjeżdżającej kolejki. Zaklął. Usiłując uspokoić oddech po szaleńczym biegu, chwycił się za serce, by sprawdzić puls. Serce nie biło. Uspokojony tym, odsunął rękę od klatki piersiowej. Natychmiast zreflektował się. 'Nie bije, jak to nie bije?!' - myślał spanikowany, przykładając rękę po raz kolejny. Serce nadal nie biło. Coraz bardziej ulegając panice, rozpiął kurtkę, myśląc, że to może tylko z tego powodu nie słyszał bicia serca. Znów przyłożył rękę. Pulsu wciąż nie było. Włożył rękę pod sweter i koszulę. Zadrżał, gdy zimną ręką dotknął ciepłej jeszcze klatki piersiowej. Serce nie biło nadal. Spanikował. Zaczął rozglądać się za kimś, kto mógłby mu pomóc. Niestety, był późny wieczór i wszyscy czekający na pociąg już odjechali. Był jedyny na peronie. Nie było nikogo, kto mógłby go zreanimować. 'Zaraz...' - pomyślał - 'Przecież mogę sam spróbować.'. Z trudem przypominając sobie zasady reanimacji, położył się na ławce i zaczął raz po raz uciskać klatkę piersiową, z kilkusekundowymi przerwami. Leżał tak i reanimował się około dwóch minut. Po tych dwóch minutach znów sprawdził puls. Serce wciąż nie biło. Poczuł bezsens takiej reanimacji. 'To nic nie da. Ja już nie żyję. Nie żyję! Nikt już nie może mi pomóc...' - pomyślał. I w tym momencie umarł.
                                                                                          [30.XI.1997]


Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a