Caveman

Skrzypek na dachu


         Miał już tego wszystkiego dość. W tym momencie stał na brzegu dachu dziesięciopiętrowego wieżowca. Nagle przypomniał sobie stare, dobre czasy. Wtedy miał cel w życiu. Postanowił zostać skrzypkiem. Lecz wszystko dookoła sprzysięgło się przeciwko niemu. Wpierw nie mógł nigdzie dostać skrzypiec. Dopiero po kilkunastu miesiącach starań dostał odpowiednie skrzypce - niezbyt drogie i zarazem całkiem dobrej jakości. Wtedy zaczął ćwiczyć. Lecz tu spotykały go same porażki. Wpierw rodzina wyrzuciła go z domu, bo nie pozwalał jej odpocząć, a gdy zaczął grać na ulicy ludzie rzucali mu pod nogi pieniądze. Nie cierpiał tego, gdyż wtedy dopadało go uczucie własnej niższości, ale cóż, nie miał gdzie ćwiczyć, więc znosił to. Aż do dziś... Po kolejnym groszu nie zdzierżył, wyszukał wzrokiem najwyższy budynek w okolicy, wziął skrzypce i podążył w jego kierunku w celu dokonania samobójczego skoku. Spojrzał pod nogi. Tam, kilkadziesiąt metrów pod jego stopami wciąż rozgrywało się codzienne, miejskie życie.
'Przynajmniej będzie jakaś zmiana', pomyślał. 'I jak skończyłem - skrzypek na dachu...'
Lecz nagle wpadła mu do głowy pewna myśl. Przecież mógł spokojnie grać na dachu. Spokój i wreszcie nikt nie będzie rzucał mu pod nogi pieniędzy. Odszedł więc od krawędzi, położył futerał na ziemi i wyjął z niego skrzypce i smyczek. Zaczął grać pierwszą melodię, jaka przyszła mu do głowy, śpiewając w myślach: 'If I were a rich man...'. Zupełnie zatracił się w tej melodii, gdy nagle usłyszał brzęk monety. Przestał grać i odwrócił się w stronę hałasu. Obok niego stał kominiarz, a w futerale na skrzypce leżała moneta.
'Zarobiłbyś więcej grając na ulicy...' - zaczął kominiarz.
'NIEEE!' - krzyknął i ze skrzypcami zaczął biec w stronę krawędzi dachu...
                                                                                          [8.II.97]


Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a