Rozmyślam tak samotnie
w małej mojej pustelni
nad światem oraz sobą.
Widzę, gdy siedzę przy oknie,
jak myśliciele niedzielni
boją się ruszyć swą głową.
Zewsząd dochodzą mnie odgłosy
oraz krzyki normalnych ludzi
i zwykłej miejskiej codzienności.
Obok chodzą starcy i młokosy,
żaden z nich myśleniem się nie trudzi,
starczają im ich życia trudności.
Poniekąd to jest zaleta,
nie myśleć, nie czuć cierpienia,
a zamiast mózgu papkę mieć.
Lecz przecież ktoś... ale kto? ja? poeta?
Człowiek z wyrzutami sumienia?
Musi z letargu obudzić was chcieć...
[17.XII.1996]
Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a