Caveman

cykl 'Wiersze pędzone jak bimber na wietrze'


"Się zagubiłem"

Pędząc bez ustanku
do zmierzchu od poranku
gdzieś się zagubiłem,
się odrealniłem.

Coraz bardziej wrastam
w rytm wściekłego miasta
miast chwilę poczekać
wolę się powściekać.

Czasu wciąż brakuje,
ciągle go marnuję,
zamiast tworzyć, niestety,
odtwórcze czynię bzdety.

Ech, znaleźć chwilkę czasu,
wśród pędu, hałasu,
na van Bethoveena,
by naszła mnie wena.

Ujrzeć w locie ptaka,
kwiatka - nieboraka,
tym się rozkoszować,
przed światem się schować.

Nabrać znów dystansu,
otrząsnąć się z transu,
zwolnić tempo życia
do rytmu serc bicia.

Pędząc bez ustanku
do zmierzchu od poranku
gdzieś się zagubiłem,
się odrealniłem...


"Zapędzony"

Żyję już ciągle w tym owczym pędzie,
biegnę i biegnę razem z tym tłumem,
zagłębiam się, zagłębiam w obłędzie,
wyjść już z tej matni nijak nie umiem

Pędzę i pędzę, żyję w pośpiechu,
chwila kolejna tą goni chwilę,
znowu nie mogę złapać oddechu,
biegnąc i biegnąc kolejną milę...

Łapię się ciągle za rzeczy nowe
i wciąż, wciąż i wciąż coś rozpoczynam,
lecz nic, niczego skończyć nie mogę,
brak mi wciąż czasu - oto przyczyna.

Pędzę, pędzę, miotam się i miotam,
biegam i latam, nawet szaleję,
wynik to tylko, że skromnie dodam,
niezaprzeczalny fakt, że kuleję.

Prace czekają, wciąż nieskończone,
leżą, czekają na wenę i czas,
Projekty nowe wciąż odłożone,
piętrzy wysoki się papierów las.

A ostatnimi nawet czasami,
jeszcze się gorzej coś ze mną dzieje,
cały wypełnić mózg mój myślami,
nie umiem już przez tych zajęć knieje.

A ja wciąż pędzę, pędzę i pędzę
z krańca miasta na kolejny kraniec,
życie swe zmieniam bez sensu w nędzę
gnając ciągle na karku złamanie.


"Pęd"

Zakochałem się w tym pędzie
Teraz dobrze mi już wszędzie
Byle tylko coś się działo,
Na stagnację czasu mało.

Wciąż skakać z chwili na chwilę,
Cały świat zostawiać w tyle,
Czegoś nowego próbować,
Nic przenigdy nie żałować.

Bo jedyne, co jest pewne,
To, że życie mamy jedne,
Nie wypada więc go marnować,
Trza wszystkiego popróbować.

Ciągle działać i coś tworzyć,
Nie dać się marazmom zmorzyć,
I jak sławny Leonardo
Świat cały akcją ogarnąć.

Tworzyć, ciągle coś nowego,
Nie bać się trudu twórczego,
I jak on umieć przestawać,
Kiedy inna rzecz wymaga.

Nauka i sztuka, życie i obyczaj -
Wszystkim się zajmij, wszystkiego dotykaj.
Próbuj i szukaj, sprawdzając i siebie,
Tym zyskasz wieczność - bądź na ziemi, bądź w niebie.


"Ja"

Gdzieś tam głęboko, w mym wnętrzu ukryty,
żyję właśnie ja, znękany tak życiem,
mały, słabiutki, czym innym przykryty,
tam tkwię, życia znak dając czasem wyciem.

Czasem ten duży, ten, co to mnie więzi,
ta podła świnia, ten cały skurwiel - ja,
przyjdzie popatrzeć, posłuchać jak rzęzi
jego jestestwo u duszy jego dna.

Spojrzy, posłucha, po plecach poklepie,
obróci, palcem mnie dotknie wytkniętym,
i rzeknie sobie: Choć mogło być lepiej,
Nieźle się trzymam, jam niemal nietknięty.

I tak jak zawsze dokończy swą mowę
Mimo, żem w zajęć i prac jest nawale
wiem, że bez szkody mogę zacząć nowe,
bo te mi ich nie wyrządziły wcale.

Pomruczy chwilę, że jest najważniejsza
pełna opieka nad swoim własnym ja,
po czym, niczym noc mocno niedzisiejsza
do swych spraw idzie, zajrzy znów 'na dniach'.

A ja tu gniję, ja krwawię, umieram,
tym całym śmieciem po łeb przywalony
ja tu się duszę! a on wciąż wybiera
cel, co zakryje mój zezwłok strudzony

On tam gdzieś biega, on załatwia sprawy,
wciąż nie ma czasu, by ze mną pogadać,
nie wiedząc, że on, bez nagłej poprawy
mi już niedługo ostatni cios zada.

Ale się zemszczę jeszcze przed mą śmiercią,
raz jeszcze jeden się jemu postawię!
Choć osłabiony jestem siebie ćwiercią
Ujrzy, co mimo słabości potrafię!

Bo puszcza on mnie czasami na wolność,
Gdyż to ja, nie on, pisuję wiersz co dnia
więc zamiast o nim, czego miewam już dość,
napiszę mu wiersz o mękach jego 'ja'.


Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a