Caveman


Teatrzyk Zielonego Ptaka Dada przedstawia...

utwór pod wielce mówiącym tytułem:

"WIGILIA"

Występują:
Rodzina w składzie:
Henryk, Pan Domu
Pani Domu
Córka
Pies

Dalsza Rodzina w składzie:
Babka
Ciotka
Wuj
Druga Ciotka
Wuj Albert
Stół Wigilijny z tradycyjnymi dwunastoma potrawami i innymi akcesoriami


(pukanie do drzwi, Pani Domu otwiera)
Pani Domu
Witam, witam i zapraszam!

(Dalsza Rodzina wchodzi; wpierw Ciotka i Wuj, potem Druga Ciotka, która wciąga za sobą wuja Alberta)

Dalsza Rodzina
(unisono, bez wuja Alberta)
Witamy, witamy!

Wuj Albert
(milczy)

(Dalsza Rodzina zdejmuje płaszcze; Druga Ciotka rozdziewa Wuja Alberta i pcha go w stronę pokoju)

Pani Domu
(podaje Dalszej Rodzinie opłatek)

(wszyscy dzielą się opłatkiem, mamrocząc życzenia, z wyjątkiem Wuja Alberta, który stoi i się nie rusza - każdy do niego podchodzi, składa mu życzenia, odłamuje kawałek jego opłatka i odchodzi)

(na niebie zapala się pierwsza gwiazdka, Dalsza Rodzina zasiada do stołu, Druga Ciotka sadza Wuja Alberta obok siebie)

Pani Domu
(do Pana Domu)
Kochanie, pokroisz karpia?

Karp
Dlaczego to zawsze muszę być ja?

Pani Domu
(do Pana Domu)
Nie wymiguj się, jesteś gospodarzem i na ciebie spada ten obowiązek.

Pan Domu
Ależ ja nic nie mówiłem.

Pani Domu
(chwilę się zastanawia)
Pokrój w takim razie karpia.

Karp
A mnie się nikt o zdanie nie raczy zapytać?

(Pani Domu wraz z Rodziną oraz Dalszą Rodziną orientuje się, kto to powiedział; chwila konsternacji)

Karp
Cholerne Święta. Żeby choć jakaś sprawiedliwość, jakiś wybór, a nie rok w rok: karpia i karpia. Żeby was wszystkich potrzaskało.

Pan Domu
(zdumiony, do Karpia)
Ty mówisz?
(wyciąga palec, by dotknąć Karpia)

Babka
(do Pana Domu)
Heniu, nie baw się jedzeniem. To nie wypada.

Karp
Oczywiście, że mówię. Mamy przecież Wigilię, co nie? Wszystkie zwierzęta mówią. A wy chcecie mnie pociąć i zamordować! (histerycznie krzycząc) Ja nie chcę umierać!

Pan Domu
Ale przecież ty jesteś w galarecie...

Karp
Słuchaj pan. W galarecie, czy nie - nieważne. Jakby nad tobą stał morderca z tasakiem, też byś nie chciał umierać. Nawet jak byś był w galarecie.

Druga Ciotka
(odzyskując głos)
Nie dyskutuj z potrawą. Tnij go czym prędzej, jestem głodna.

Karp
Sadystka! Morderczyni! A żebyś się tak mną zadławiła!

Ciotka
W takim razie może zaczniemy od śledzi...

Rodzina i Dalsza Rodzina
(jeden przez drugiego)
Tak, tak, dobry pomysł, od śledzi.

Karp
Nareszcie. Choć trochę sprawiedliwości na tym świecie.

Śledzie
(chórem)
A gdzie tradycja?! My też nie chcemy umierać! Karp ma być na początek! Tego wymaga tradycja! Jak mamy umierać, to chociaż niech rytuał będzie przestrzegany. Jak nie - to my strajkujemy. Nie damy się zjeść.

Wuj
Jak to nie dacie się zjeść? To my o tym zdecydujemy!

Śledzie
Nas jest więcej! A gdzie demokracja?!

Druga Ciotka
Ryby i dzieci głosu nie mają...

Śledzie
Apartheid! Z wody wyszła i myśli, że jest lepsza! Żądamy prawa głosu! Faszyści! A gdzie równe prawa dla kręgowców.

Druga Ciotka
Jest w naszej rodzinie demokracja i właśnie jednogłośnie zadecydowaliśmy, że ryby i dzieci głosu nie mają

Pies
Liberum veto!

Rodzina
(jest jeszcze bardziej skonsternowana)

Pan Domu
Burek, i ty przeciwko nam?...

Pies
Układy układami, ale tu chodzi o sprawę.

Druga Ciotka
(do Psa)
Twój głos się nie liczy.

Pies
A niby czemu? Nie jestem rybą i nie jestem dzieckiem. Więc o co chodzi?
(wskakuje na wolne krzesło przeznaczone dla niespodziewanego gościa i patrzy wyczekująco na Drugą Ciotkę)

Druga Ciotka
No... Niech będzie, twój głos się liczy.

Pies
Mam nadzieję, że uwzględnisz to w następnych deklaracjach. (do Pani Domu) Mogłabyś nałożyć mi buraczków?

Pani Domu
(wciąż skonsternowana i widocznie zszokowana)
(automatycznie)
Tak, oczywiście...
(nakłada Psu buraczków)

Karp
Widzicie, to jest dobry przykład. Jedzcie buraczki.

Córka
Właśnie, zostawmy te ryby w spokoju i zabiermy się za sałatki.

Rodzina i Dalsza Rodzina
(z wyjątkiem Drugiej Ciotki i Wuja Alberta)
(zaczyna nakładać sobie sałatek i surówek i jeść je, zachwalając na głos, by czym prędzej zapomnieć o całym tym incydencie)

Druga Ciotka
Nie, nie, nie. Nie poddam się tak łatwo. Jest tradycja, że ma być ryba i będzie ryba.

Pan Domu
(podaje jej nóż)
Oczywiście, ale ty go kroisz.

Druga Ciotka
(chwyta nóż)
Z największą przyjemnością.

Karp
(krzyczy)
Morderczyni! Żebyś za to w piekle się smażyła! Dla własnej przyjemności mordować! Faszystka!

Druga Ciotka
To nie dla mojej przyjemności. Wuj Albert uwielbia ryby i nigdy w życiu nie zjadłby surówki.

Wuj Albert
A ja bym jednak poprosił buraczki.

Rodzina i Dalsza Rodzina
(zszokowana wypuszcza sztućce z rąk, rozdziawia usta i patrzy na Wuja Alberta)
(chwila milczenia)

Druga Ciotka
Albercik, ty możesz mówić? Albercik? Albercik?! Ty mówisz?!

Wuj Albert
Oczywiście. Mógłby mi ktoś podać buraczki?

(Rodzina i Dalsza Rodzina nadal zszokowana nie rusza się z miejsc)

Druga Ciotka
Ale przecież nie odzywałeś się przez ostatnio dziesięć miesięcy...

Karp
Czego chcesz, w końcu to Wigilia. Nawet i wuj Albert może ludzkim głosem przemówić. (do Rodziny) Czy mnie też mógłby ktoś tych buraczków nałożyć. Skoro wszyscy jedzą, też spróbuję.

(kurtyna)


Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a