Caveman
Życie po śmierci
Siedziała pod drzewem i płakała. Miała dość tego życia. Właśnie rzucił ją chłopak, gdy
poszła do niego z płaczem opowiedzieć mu o kłopotach rodzinnych. Wydarł się na nią,
krzyczał coś o tym, że nie jest od rozwiązywania jej problemów, że nie cierpi, gdy
histeryzuje, żeby mu się na oczy nie pokazywała aż jej przejdzie, po czym wyrzucił ją
za drzwi. Płakała, myśląc o swoim marnym życiu. Nie widziała sensu, by cierpieć dalej.
Przez łzy ledwie widziała trzymaną przez siebie w prawej dłoni żyletkę. Lewym rękawem
otarła sobie oczy, siorbnęła nosem i podciągnęła sobie rękaw bluzki. Sprawdziła palcem,
czy żyletka jest ostra. Była. Spojrzała na swoje przedramię. Siorbnęła raz jeszcze i
przyłożyła żyletkę do żyły. Zastanowiła się chwilkę i wybrała drugą, dłuższą żyłę.
Przeciągnęła żyletkę wzdłuż niej, zagłębiając ją coraz bardziej w ciele. Gdy doszła do
przedramienia, zamknęła oczy i wyjęła żyletkę. Odrzuciła ją od siebie. Na lewej ręce
rosła krwawa plama, powoli ściekając na ziemię. Lecz ona tego nie widziała. Siedziała
tak z zamkniętymi oczami, słabnąc coraz bardziej. Płakała jeszcze, ale wiedziała, że to
już koniec jej męczarni. Czuła się coraz słabsza, nie miała już siły utrzymać
zakrwawionej ręki z dala od siebie, przestała kontrolować swoje mięśnie. Krew rozlała
się na bluzkę. Przed oczyma miała ciemność, pulsującą ciemność...
Siedziała pod drzewem i płakała. Nic się zmieniło. Prawie nic. Miała długą bliznę na
lewym przedramieniu, a ubranie pokrywała zaschnięta krew. Miała dość życia, lecz to
najwidoczniej jej nie opuściło. Okolica była ta sama, tylko było trochę ciszej. Nie
zwróciła na to uwagi, cały czas myśląc o swoich nieszczęściach. Prawym rękawem
przetarła oczy i rozejrzała się za żyletką. Leżała całkiem blisko. Wzięła ją do ręki.
Spojrzała na swoje przedramiona. Chwyciła żyletkę lewą dłonią, lekko dziwiąc się, że
może nią ruszać. Zębami podwinęła prawy rękaw. Siorbnęła nosem i palcem wskazującym
sprawdziła, czy żyletka jest wciąż ostra. Była. Czując wciąż płynące po policzkach łzy,
wbiła żyletkę w prawy nadgarstek i zamykając oczy pociągnęła ją do siebie. Siorbnęła
nosem, wyrzuciła żyletkę i lewą ręką otarła łzy z twarzy. Myślała o tym, że teraz się
wyzwoli, ze nie będą ją trapić wspomnienia nieszczęść. Płacząc tak poczuła, że coś
jest nie tak. Było zbyt cicho, wkoło nie śpiewały ptaki. Powoli otworzyła oczy -
rzeczywiście, wkoło nie było widać żadnych zwierząt. Zastanawiała się dlaczego.
Zrozumiała dopiero, gdy spojrzała na swoje przedramię - ze świeżej rany, ciągnącej się
od nadgarstka aż po sam łokieć, nie poleciała ani kropla krwi. Zapłakała jeszcze
głośniej, z przyzwyczajenia wciąż trzymając rękę tak, by przypadkiem się nie
zakrwawić...
[5.04.1999,22:00]
Powrót do indeksu tfu!rczości Caveman'a